Michel Houellebecq w Polsce

Veni, Vidi, Vici. Wczoraj zdobyłam dedykację autorską Michela Houellebecqa.
W takich chwilach, jak ta pozostaje mi tylko żałować, że lekturki narodziły się w 2007, a nie w 2006 roku, bo właśnie wówczas zachłysnęłam się obrazoburczą, nonkonformistyczną i olśniewająco świeżą twórczością francuskiego skandalisty. Szkoda, bo choć wciąż pozostaje pod ogromnym wrażeniem „Platformy” i „Cząstek elementarnych„, czas zatarł w pamięci wiele szczegółów dotyczących samej lektury.
Houellebecqa albo się kocha, albo nienawidzi. Wobec jego pisarstwa nie można być obojętnym. A sam autor? Ekhm… na pierwszy rzut oka to flegmatyczne dziwadło z naburmuszoną miną. Nie wygląda ani na szczególnego obrazoburcę, ani na pokłóconego ze światem skandalistę. Nieszczególnie sympatyczny, widać, że rola „małpki w zoo”, z którą wszyscy pstrykają sobie fotki, nie do końca mu odpowiada. I aż trudno sobie wyobrazić, że z tego wymiętego, niepozornego ciałka wyszły takie „świństewka”.


W każdym razie dedykacja w (wciąż nieprzeczytanej) „Możliwości wyspy” obecna.










Gratulacje!
Mam w planach sięgnąć po książki Michela Houellebecqa, bo wstyd się przyznać, że nic nie czytałam. Ale za to recencji i tekstów o nim samym się oczytałam, więc nie jest mi obcy. No i o filmie na podstawie „Cząstek…” też słyszałam. Ale książka w pierwszej kolejności, oczywiście. ;-)
Matylda jestem ciekawa Twej reakcji na houellebecqowski „specyficzny” styl. Specyficzny przez duże S ;) Pamiętam, jak się wzdrygałam przed nim, ale koleżanka ze studiów prawie siłą wcisnęła mi na przejazd do Gdyni „Cząstki…” i wsiąkłam. Po uszy. Ponad 7 godzin w pociągu minęło błyskawicznie. A film moim zdaniem mocno średni. Strasznie spłyca pesymistyczne przesłanie oryginału.
„Demony” seksu w realu i literackiego to często takie niepozorne chuchra. Świńtuszyć to potrafi i ma już naśladowców. Gdy czytałam Platformę to zapisywałam sobie, co czyta narrator – to chyba też cecha jego pisarstwa.
O, świecie niewielki :-) Opis: ‘flegmatyczne dziwadło z naburmuszoną mina’ powinien zostać upowszechniony, genialne i prawdziwe. Może jestem złośliwa, ale te godziny spędzone w kolejce nie usposabiają mnie życzliwie. Nastawiłam się na zwykłe podpisywanie książek, a tutaj wyszło prawie 2-godzinne spotkanie z p. Miecznicką, której gdzieś w tle, nieśmiało towarzyszył Houellebecq. I pominę milczeniem fatalną organizację tej imprezy.
Przeczytałam ‘Poszerzenie pola walki’, ‘Platformę’ i ‘Cząstki elementarne’ – po francusku, zastanawiając się jak też tłumacz poradzi sobie z oddaniem warstwy pornograficzno-obscenicznej, która to sfera zawsze, ale to zawsze brzmi w języku polskim dużo ciężej, dosadniej, bardziej wulgarnie. Cenię sobie ‘Cząstki elementarne’ chyba najbardziej. Potem miałam przesyt Houellebecqiem i ‘Możliwość wyspy’ zostawiłam na lepsze czasy. A teraz w czytaniu będzie ‘Lovecraft’ – tak inna od pozostałych książek H., że pewnie spodoba mi się najbardziej.
Pozdrawiam :-)
Libra nie chciałam pisać w notce, jak bardzo mnie wkurzyła fatalna organizacja spotkania. Chyba wszyscy nastawili się na odczekania swego w kolejce po podpis, a tym czasem ponad godzinę sterczałam w ogonie w miejscu, w którym łapałam się na tlen z zewnątrz, ale nie słyszałam (o widzeniu już nie wspominając) czegokolwiek co się działo w środku. Panią prowadzącą, która wykreowała się na gwiazdę spotkania miałam ochotę zlinczować, tym bardziej, że zmęczona byłam i coraz bardziej zeźlona. Ale wytrzymałam do końca i podpis mam.
Houellebecq zrobił na mnie bardzo antypatyczne wrażenie. Nie przepadam za osobami tak zadufanymi, a i on wyraźnie nie miał ochoty się bratać ze złaknioną jego gryzmoła gawiedzią.
Kraków jest malutki hihi ;) Kto wie czy jeszcze kiedyś na znów przypadkiem na siebie nie wpadniemy w jakiejś księgarni.
Na pewno :-)
Drogi miłośników książek często krzyżują się w Krakowie!
ja z kolei czytalam w sobotniej krakowskiej gw relacje z tego spotkania, relacja zalosna, zrobila na mnie b. zle wrazenie; tytul artykulu ‘picie z Houellebecqiem’ i dalej bylo juz tylko gorzej
powiem tylko tyle – mierzi mnie bardzo ten krakowek, ktory ma monopol na etykietke intelektualistow, bohemy itd i pogrywa ta karta od ponad 100 lat
pfff
ps a film pt 9 songs, nakrecony na podstawie jego prozy (mam racje, prawda?) to miernotka, ot pornol z ambicjami, no ale nie wyszło:)
Ice99 – rozumiem, że ty należysz do frakcji tych, którzy Houellebecqa nienawidzą ;)
Po tym ile złości wrzuciłaś w ten komentarz a/ boję się odezwać jako mieszkanka Krakowa b/ mam wrażenie, że albo w ogóle, albo bardzo długo w nim nie byłaś. I nie żeby się uważałam za członka tej intelektualnej bohemy, bo mnie knajpiany światek w ogólne nie pociąga, a i z inteligencją często gęsto ma ona mało wspólnego, a Kraków jest hermetyczny i przez to zapyziały, ale tak: to jest miasto, które w pełni zasługuje na swoją intelektualną etykietkę ;) Choć jego mieszkańcy czasem zachowują się szlachta zaściankowa.
„9 songs” to oryginalny pomysł Michaela Winterbottoma. Z Houellebecqiem nie ma nic wspólnego, choć klimat trochę zbliżony.
he, wrocilam wczoraj i bywam regularnie:)))
no faktycznie, komentarz zabrzmial agresywnie, ja krakowa autentycznie po prostu nie lubie (czeka na grom), a jego mieszkancy w wiekszosci doprowadzaja mnie do szalu, nie wszyscy oczywiscie;) no ale moze zniechecona pierwszym wrazeniem, nie daje im po prostu szansy :)
no ale zebys sie wstydzila przyznac, ze tam mieszkasz..no bez przesady, nie kazdy krakus to nadety bufon, nie kazdy kto mieszka w poznaniu to skapiec itd, mam nadzieje, ze nie poczulas sie urazona;)
Nie :) Jedynie poczułam się w moralnym obowiązku bronić mego miasta :) I żeby nie było… ja towar napływowy i żeby nie było mam swoje (od lat niezmienne) wypracowanie zdanie na temat rodowitych mieszkańców (w ogóle nie będę już pisać na ten temat, bo kiedyś popełniłam ten błąd i był tak zwany dym, siwy dym… powiem tylko, że rozumiem czemu tak bardzo Cię denerwują). Z tzw „krakówkiem” się nie zadaję, choć poniekąd doceniam ich istnienie – splinią się po knajpach i wymyślają legendy na swój temat, tworzą koloryt tego dziwnego miasta, w którym „pije się z Houellebecqiem”.
Ice, a zdradzisz rąbek tajemnicy z jakiego rejonu się rekrutujesz?
własnie zabierałam sie do przeczytania opisu spotkania w „Dodatku” do Dziennika. Niestety, wstepne dywagacje na temat konserwatyzmu zbyt szybko mnie uspiły. A ksiązki pana H. ciagle mam w persektywie-coraz blizszej, zdaje sie;).
Peek-a-boo: bo dziennikarze lubią wykazać się swą erudycją i mądrością niekoniecznie z korzyścią dla artykułu.
Może kiedyś się skuszę choć nie wiem czy autor się spodoba.
Jak zawsze t kwestia gustu.
Judytta polecać nie będę, bo BARDZO specyficzny pisarz mnie jednak zachwyciło jego ujęcie współczesnej kultury. Pozdrawiam
Wiem, że trochę się spóźniłem z komentarzem, ale dopiero teraz odkryłem tą stronę.
Chciałbym dodać dwie rzeczy.
Po pierwsze: może zainteresuje Cię ten link : http://www.polskieradio.pl/trojka/klub/default.aspx?id=53987 to wywiad z autorem na antenie trójki(link jest na samym dole). Na pewno nie można przyrównywać tego do spotkania oko w oko z pisarzem, ale ma tą znaczącą zaletę, że nawet za rok będzie można posłuchać tego co miał do powiedzenia nie siląc aż nadto pamięci.
Po drugie: właśnie czytam jego, ostatnio wydany po polsku, esej „Przeciw światu, przeciw życiu”. Jeśli kiedykolwiek miałaś styczność z twórczością H.P. Lovecrafta to serdecznie poleca Ci tą pozycję.
Witaj :)
pozwól, że przywitam się ponownie po tylu miesiącach, pod postem, który może nie jest najaktualniejszy, ale przypomina wydarzenie, w którym uczestniczyłyśmy razem – choć o tym nie wiedząc oczywiście. Lato i jesień przyniosły mi tyle różnych zawirowań i zmian (i tyle najzwyczajniejszego zmęczenia), że pisanie bloga, ba, nawet czytanie musiało poczekać na lepsze czasy. Dopiero od kilku tygodni wreszcie znajduję dawny rytm, reaktywowałam moje blogowanie, w nieco innej może formule i cieszę się z wolnego czasu, który mogę poświęcić największemu z moich nałogów – czytaniu :)
Masz we mnie wierną czytelniczkę!
Pozdrawiam serdecznie i wiosennie
Libra cieszę się bardzo, że wróciłaś :)
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki są też tu
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Loteria" Shirley Jackson
oraz
"Gypsy Masala" Preethi Nair
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan
Marzec: "Sztywniak" Mary Roach
Kwiecień: "Spokojne niedzielne popołudnie" Hanna Krall oraz "Podejrzenia pana Whichera" Kate Summerscale
Maj "Dowody na istnienie" Hanna Krall
Czerwiec "Zagubieni" Daniel Mendelsohn
Lipiec "Moje życie we Francji" Julia Child
Ostatnie posty
Najnowsze komentarze
Najczęściej czytane