„Gottland” Mariusz Szczygieł
Kupiona na prezent, ale (rzecz wiadoma), jeśli wcześniej prezentu nie czytałam – trzeba organoleptycznie (i w rękawiczkach, oczywiście ;) przekonać się co on wart.
A „Gottland” Mariusza Szczygła warte jest całkiem sporo, choć zastrzec sobie muszę, że (jak to często bywa ze zbiorami rozmaitych tekstów) zamieszczone w nim reportaże nie są sobie równe. Jednak kilka średnich nie było w stanie przyćmić mego zachwytu nad resztą, a zwłaszcza trzema: o narodzinach imperium obuwniczego Baty (rozpoczynający tom i w mym odczuciu najlepszy tekst), tragifarsą z dziejów praskiego pomnika Stalina oraz tekstu o żywych pochodniach (misternie skonstruowany reportaż jest mocnym akcentem kończącym zbiór).
Wszystkim przytrafiają się błędy. Mówiąc o Mariuszu Szczygle trudno nie wypomnieć mu pewnego telewizyjnego epizodu, który urzeczywistniał w formie (aż za bardzo) dosłownej idee rozmów na każdy temat. Jednak patrząc na jego współczesne reporterskie dokonania trudno nie dać mu rozgrzeszenia. „Gottland” jest bowiem dowodem wytrawnych zdolności dziennikarskich Szczygła. Bo znaleźć chwytliwy temat to dopiero połowa sukcesu. Druga to odpowiednio go spisać, a „Gottland” jest zbiorem takich reporterskich perełek. Pomijając treść (o której za moment), teksty Szczygła cieszą już samym swoim warsztatem: dopracowaną stylistyką i przemyślaną, a czasem wręcz wyrafinowaną kompozycją.
„Gottland” pewnie rozczaruje wszystkich, którzy oczekują relacji z podróży albo zbioru reporterskich anegdoty o Pepikach. Zawiedzeni mogą być również Ci, którzy chcieliby widzieć w książce Szczygła przewodnik po Czechach. Bo to nie jest książka o Czechach jako nacji, ale o ludziach, których losy były definiowane przez pewne szczególne „okoliczności przyrody” – czujne oko Stalina i jego kolejnych popleczników. O ludziach uwikłanych, uwiedzionych i zmanipulowanych przez SYSTEM.
Reportaże Szczygła na przemian przywodziły mi na myśl „Nieznośną lekkość bytu” oraz „Imperium” Kapuścińskiego. Trójka kunderowskich bohaterów: Tomasz, Teresa oraz Sabina (którzy są dla mnie literackimi symbolami praskiej wiosny), bardzo dobrze wpisałaby się do panteonu „żywych” postaci sportretowanych przez Szczygła, zupełnie jakby każdej z nich oddali po kawałeczku swych losów. W tym kontekście „Nieznośna…” nabiera alegorycznego posmaku, jako powieść o zawiłych losach czeskiego narodu. Z kolei skojarzenie „Gottland” z twórczością Ryszarda Kapuścińskiego wynika z pisarskiej zręczności Szczygła, który, podobnie jak zmarły mistrz reportażu, podchodzi do opisywanej materii z ogromną dozą empatii i wnikliwości, chcąc zrozumieć co kryje się pod słowem prawda.
Przeczytajcie. Warto. „Gottland” nie pozostawia obojętnymi.









Mam na tę książkę już od dawna ogromną chęć, jesteś bodźcem Zosik do wcześniejszych zakupów:)
Ja też słyszałam wiele dobrego o „Gottland”, ale jakoś nigdy nie chciało mi się po nią sięgać. Cieszę się, że jednak się na to zdecydowałam.
autor ma też genialną stronę www i jest tam arcydzieło wręcz – jego tekst Reality. O samotności kobiety.
Zgadzam się. Nie pozostawia obojętnym. I pozwala jeszcze bardziej kochać naszych południowych sąsiadów. Tylko tam są możliwe takie klimaty :)
Wspaniałe reportaże. Te dwa pierwsze wymienione przez Ciebie, to także moje ulubione :) Miałam okazję poznać autora podczas prezentacji niemieckiego wydania książki w Berlinie. Jest bardzo sympatyczny i zdradził nam, że pracuje nad nową książką…. :))
Dopiero niedawno sięgnąłem po „Gottland”, ale przeczytałem jednym tchem. Rzeczywiście są teksty lepsze i gorsze, ale wcale nie odczuwałem znużenia. Reportaż o imperium Baty czyta się niczym świetnie skonstruowaną powieść i jest, tak jak mówisz, najlepszym tekstem w tomiku. Natomiast ten o pomniku Stalina był dla mnie bardzo przygnębiający, co nie znaczy, że nieciekawy. „Film musi się kręcić” (samospalenie) trzyma w napięciu aż do końca, gdzie Szczygieł wreszcie podsumowuje zdarzenie kapitalną puentą. Ale nie można zapomnieć choćby o Lidzie Barovej z reportażu „Tylko kobieta” albo o krótkim i moim ulubionym „Jak pan sobie radzi z Niemcami?”; wydaje się, że tylko Czech mógł powiedzieć: „A poza tym, proszę pani, człowiek może umrzeć tylko raz. A jak umrze trochę wcześniej, to tylko troszkę dłużej jest umarły”. Na koniec tylko dodam, iż bardzo podobało mi się, jak przez całą książkę przewijali się powszechnie znani ludzie, np. Havel albo pisarz Vaculik, lub też wspomniany gdzieś tam Skvorecky. Dawało mi to uczucie obcowania z wydarzeniami.
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki są też tu
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Loteria" Shirley Jackson
oraz
"Gypsy Masala" Preethi Nair
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan
Marzec: "Sztywniak" Mary Roach
Kwiecień: "Spokojne niedzielne popołudnie" Hanna Krall oraz "Podejrzenia pana Whichera" Kate Summerscale
Maj "Dowody na istnienie" Hanna Krall
Czerwiec "Zagubieni" Daniel Mendelsohn
Lipiec "Moje życie we Francji" Julia Child
Ostatnie posty
Najnowsze komentarze
Najczęściej czytane