O ile lektura dusznej „Złudy” dość konkretnie mnie umęczyła (i przyznać muszę, że z pewną niecierpliwością wyglądałam końca), o tyle Kapuściński, po którego sięgnęłam zaraz po szczęśliwym końcu książki Laforet, okazał się balsamem na mą, skołataną jazdą pociągiem tudzież uciążliwościami upału, duszę. „Dałem głos ubogim” zaskoczyło mnie i to na plus. Wrodzony pesymizm kazał mi bowiem powątpiewać w jakość tego typu pośmiertnego wydawnictwa, ba – spodziewać się po nim samych najgorszych rzeczy. Jakiegoś skleconego naprędce wydawniczego koszmarka, który ma zaspokoić pragnienie ludu na czytanie o zmarłym (albo dowiedzenia się kim on był, skoro tyle szumu wokół jego śmierci) w prostej formie i lekkiej postaci. A tu niespodzianka. Zapiski rozmów Pana Ryszarda z włoską młodzieżą w Bolzano oraz kilka esejów – wspomnień na jego temat czytało się wyśmienicie.
Być może dlatego, że wciąż nie przywykłam do faktu, że o Ryszardzie Kapuścińskim mówi się w czasie przeszłym, a być może dlatego, że od dłuższego czasu nic co wyszło spod jego pióra nie czytałam (od każdego, nawet najlepszego autora, od czasu do czasu trzeba odsapnąć), a może dlatego, że uważam go za najwybitniejszego polskiego literata XX wieku (i biorę pełną odpowiedzialność za te słowa), w każdym razie „Dałem głos ubogim” nie było dla mnie powtórką z rozrywki czy (inaczej rzecz ujmując) wyciągiem z Kapuścińskiego – takim konglomeratem jego myśli, biografii, przygód (przy których Indiana Jones wymięka ;), ale kolejną okazja, aby przypomnieć sobie jakim wspaniałym był człowiekiem. Nie tylko wybitnym reporterem, świetnym pisarzem, humanistą, ale przede wszystkim DOBRYM, mądrym człowiekiem, który przez całe życie uczył szacunku względem innych kultur. Wypowiedzi Pana Ryszarda wciąż i na nowo skłaniają mnie ku refleksji nad tematami, które w popłochu codziennej bieganiny, z lenistwa bądź zmęczenia bezwiednie pomijam. Bo łatwiej, przyjemniej i wygodniej jest rozerwać się kolejną papką kiczu i popkultury niż sięgnąć po teksty, które wymagają myślenia. Przy okazji dowiedziałam się, że planował napisanie książki na temat Bronisława Malinowskiego. Jaka szkoda, że nie zdążył.
W ogóle, stwierdzam, że przy najbliższej sprzyjającej okazji (czyli nie-wiadomo-kiedy-w-przyszłości) muszę powrócić do czytania Kapuścińskiego (przede mną wciąż kolejne Lapidaria oraz wczesne reportaże), a wszystkim wielbicielom polecam „Dałem głos ubogim”, które myślę, że może być również całkiem niezłym początkiem pięknej przyjaźni z Panem Ryszardem. Bo nawet TAK konwencjonalne wspominki nabierają poloru, gdy dotyczą TAKIEGO człowieka.
Może Cię również zainteresuje:
- Ups… Ten wpis jest jedyny w swym rodzaju ;-)










Ja tez musze wiecej go poczytac, bo mam tylko „Lapidaria” za soba. Gucio wlasnie przeczytal 2podroze z Herodotem” i „Imperium” i jest zachwycony – musze sie sama przekonac, jak dobre sa te ksiazki :)
Też postanowiłam wrócić do Kapuścińskiego. Kiedyś sporo jego książek czytałam, ale to było dawno i mam poważne zaległości. Tylko, że nie jest to jedyny autor, którego obiecuję sobie poczytać, więc nie wiem, kiedy to nastąpi.
Chihiro: koniecznie!!! W ogóle tak sobie myślę, że twórczość Kapuścińskiego to nasz najlepszy towar eksportowy (obok żubrówki hihi). „Imperium” to mój niekwestionowany numer jeden, nie tylko ze względu na tematykę Rosyjską, ale również na fakt, że Kapuściński pochodzi z tego samego miasteczka co moja babcia i właśnie to miasteczko (Pińsk, obecnie na Białorusi) tak pięknie w „Imperium” opisuje. Nigdy nie zapomnę tego szoku, który we mnie wywołała lektura tej książki.
Bruixa: Po „Dałem głos ubogim” mam straszną chrapkę na „Kirgiz schodzi z konia”. Nie wiem kiedy znajdę na to czas, bo mam zakolejkowanych (hihi) sporo książek.
Kapuściński jest fenomenalny!!! Pomimo, że przeczytałam w całości zaledwie 2 jego ksiązki (chyba 3-krotnie) praktycznie większość mam już uzbieraną i czekają do przeczytania. Fajna receznja Zosik, taka emocjonująca:)
A dziękować, dziękować za uznanie :)
Moje pierwsze spotkanie z Kapuścińskim to Cesarz.Swego czasu przeniesienie tekstu do teatru narobiło sporo zamieszania, gdyż odczytywano aluzje polityczne do czasów gierkowskich. Potem spotkałam się z innymi książkami, ale wszystich nie przeczytałam, np. wierszy i tej recenzowanej przez Ciebie.Podoba mi się w Lapidarium i Autoportrecie reportera ocena podejścia do pracy reporterów dawniej i dziś(pogoń za sensacją bez zgłębiania tematu).
Wierszy też nie czytałam. Może kiedyś… :)
Mam prawie wszystkie ksiązki Kapuścińskiego, to mój Maestro. Cieszę sie, że i ta książka jest u ciebie.
pozdrawiam…
Kapuściński to również mój maestro :)