Czyli subiektywny przegląd nowości i zapowiedzi czytelniczych. Życie takie krótkie, a książek do przeczytania wciąż przybywa. Idąc za ciosem trochę pogrzebałam tu i tam. Efekty – sporo książek co najmniej godnych uwagi plus (co mnie, jako estetkę, cieszy szczególnie) kilka cieszących oko okładek.
Po pierwsze: Ambitnie. „Socjologia codzienności” pod redakcją Piotra Sztompka i Małgorzaty Boguni – Borowskiej. Bo nie samą beletrystyką człowiek żyje, a mnie wciąż ciągnie ku zagadnieniom społecznym. Zwłaszcza jeśli dotyczą na wskroś współczesnych zjawisk, wśród których sama się obracam. O tym jest antologia tekstów wydana przez Znak: O gwiazdach rocka i stadionowych zadymiarzach, zakupach i chorobach, przyjaźni i seksie, komórkach i forach internetowych, zaufaniu taksówkarzy do klientów i wyborców do polityków. Jedyny mankament – jak przystało na akademicką publikację – drańsko wysoka cena.
Po drugie: Skoro już zatrzymałam się przy Znaku – dla odmiany coś lekkiego, kobiecego z kocim motywem w tytule plus akcją osadzoną w Krakowie (w tym miejscu włącza mi się patriotyzm regionalny). Mowa o „Wszyscy mężczyźni mego kota” Karoliny Macios, która zawodowo zajmuje się czytaniem książek. Też tak chcę.
Po trzecie: Coś ekscentrycznego z wyjątkowo krzykliwą okładką, ze względu, na którą pewnie po książkę bym nie sięgnęła, ale (zawsze jest jakieś „ale”, prawda?), jak mam się nie oprzeć opisowi Polski widzianej oczami Rosjanina. Zazwyczaj taki kulturowy miks prowadzi do szeregu śmiesznych/ strasznych (niepotrzebne skreślić) sytuacji, a i wnioski zeń płynące łatwo przewidzieć. W każdym razie „Ruski miesiąc” Dmitrija Aleksandrowicz Strelnikoffa może okazać się przyczółkiem ku głębszej zadumie ‘co z tą Polską’ (jakkolwiek górnolotnie to by nie brzmiało). Swoją drogą sam szanowny autor wygląda iście upiornie. Zresztą zobaczcie sami.
Po czwarte: Tym razem to okładka przyciągnęła mą uwagę ku powieści, kryjącej się pod dość pretensjonalnym tytułem, „Kochankowie mojej matki”. Powieść Christophera Hope’a zapowiada się na opowieść o kobiecie – awanturnicy, która myślała, że cała Afryka leży u jej stóp. Szkoda, że ukazuje się dopiero pod koniec maja, bo byłaby to piękna lekturą do wyzwania 6 kontynentów.
Po piąte: Stęskniłam się za Japonią, o której tyle czytałam przez ostatnie dwa lata. Tęskno mi również za Murakamim, którego lekturę zarzuciłam jakiś dłuższy czas temu, ze względu na przesyt jego specyficznym stylem. Wszystko to, jak i również wspomnienie uroczych, wiosennych popołudni spędzanych w towarzystwie „Sputnik Sweetheart” na ławce na Plantach, sprawiło, że żądam i łaknę „Ślepej wierzby i śpiącej kobiety”. Także za cudną okładkę i takiż tytuł.
Po szóste: Nie jestem singielką i życia w pojedynkę nie wspominam z jakimś szczególnym rozrzewnieniem, nie mniej jednak pewien sentyment do czasów, gdy byłam panią siebie i swego czasu, mi pozostał. A, że ja sentymentalna bestia, więc kusząco zapowiadają się „Rozkosze życia w pojedynkę”. Tym bardziej, że Marjorie Hillis napisała ten specyficzny poradnik w 1936 roku.
Po siódme: „Skazani na ciszę” Davida Lodge’a. Nie czytałam jeszcze Lodge’a, ale myślę o bliższym zapoznaniu się z jego twórczością, zwłaszcza, że od zawsze pociągały mnie powieści uniwersyteckie. A okropną okładkę zakryję papierową obwolutą, żeby ludzi po ulicach nie straszyła.
Po ósme: „Taniec Nataszy. Z dziejów kultury rosyjskiej” Orlando Figes. Chyba wszystko jasne. Opasłe tomisko opisuje losy twórców rosyjskiej kultury. Interesująco zapowiada się również inna książka tego samego autora: „Szepty. Życie w stalinowskiej Rosji”. Nie wiem, która ciekawsza.
Może Cię również zainteresuje:
- Ups… Ten wpis jest jedyny w swym rodzaju ;-)












To ja poproszę „Szepty. Życie w stalinowskiej Rosji” oraz „Socjologię codzienności”. Ta druga rzeczywiście piekielnie droga, ale i opasłe tomisko :)
Poza tym zerknęłam do katalogu swojej biblioteki i znalazłam tę pozycję! Mają ją w opracowaniu, więc któregoś pięknego dnia będę ja targała do domu (w lipcu?, gdy skończę odwyk biblioteczny)
Ha! „Szepty…” też mają! No i jak tu nie kochać bibliotek?
Pozdrawiam :)
Inblanco o bibliotekach to ja napiszę swoje trzy grosze już niedługo. Wciąż czekam na natchnienie po „O bibliotece”. „Socjologię codzienności” widziałam w Empiku i stwierdzam, że nie jest to książka, którą chciałabym sobie spuścić na nogę ;) Pozdrawiam!
Ja bym z chęcią ‘Miesiąc po rusku’ przeczytała. :)
No i na Murakamiego mam ochotę od dłuższego czasu.
Zosik kusisz!:) Mmie oko wpadli „Kochankowie mojej matki”, „Skazani na ciszę”, o Murakamim nie wspomnę:))
Nie ma to jak smakowite lektury:))
Czytałam o tej:
„Kochankowie mojej matki” z racji tego iż na końcu książki Doris Lessing wydanej przez wydaw. WAB zostały przedstawione tytuły które dopiero będą wydane.
I tutaj również okładka mnie przyciąga, może to będzie dobra lektura?
Wiadomo: póki się człowiek nie przekona to nie wie.
Pozostałe widzę pierwszy raz właśnie u ciebie.
A ja już od meisięcy patrzę pożądliwym wzrokiem na Taniec Nataszy, może moja biblioteka by go wreszcie kupiła?
Judytto: Święte słowa :D :D Jak nie spróbujesz się nie przekonasz. Ryzyko spore, ale zawsze można zastosować „test 50 stron” :)
Padma: Miło by było. Też liczę na jakąś bibliotekę.