„Kot, który czytał wspak” Lilian Jackson Braun

Kilka razy do roku, w wyniku tak zwanych ‘niefortunnych wypadków’, zdarza mi się podupaść na zdrowiu. Nie inaczej było w ten weekend. Dopadł mnie wstrętny wirus rodem z zakładu pracy, a nos zmienił się w kran z rozregulowanymi kurkami. I, gdy jedyną rzeczą, na którą miałam ochotę było odkrojenie „tego czegoś” (co niegodne nosić nazwę „nos”) – Luby mnie poratował. Nie bacząc na wstrętną pogodę za oknem (co zresztą się na nim, niestety, wkrótce zemściło) przyniósł mi z kiosku niespodziankę – książeczkę o kocie dodaną do sobotniej Wyborczej. Rzuciłam się na nią z nieskrywaną radością, nagle odkrywając, że kryminał to jest dokładnie to czego mi trzeba, abym na czas jakiś odłożyła destrukcyjne zamiar względem mych górnych dróg oddechowych.

Powieść (powiastkę) Lilian Jackson Braun trudno nazwać kryminałem. To raczej kryminałek – lekkie wydanie gatunku o morderstwach i detektywach. „Kot, który czytał wspak” jest pierwszą częścią trzydziestotomowego cyklu uroczych i bezpretensjonalnych historyjek o kocio-ludzkim detektywistycznym teamie. Zaczyna się niewinnie i całkiem niekryminalnie. Qwilleran (ludzka część zespołu) dostaje pracę w kulturalnym dziale pewnej gazety. Biedak zupełnie nie zna się na sztuce, więc błądząc niemal po omacku próbuje coś zrozumieć z dziwnie pogmatwanych układzików między lokalnym „artystami” (albo osobami, które za takowe chcą być uważane). Szybko dochodzi do wniosku, że za waśnie wewnątrz artystycznego środowiska, odpowiada jego redakcyjny kolega – George Bonifield Mountclemens III – ekscentryczny krytyk i wyborny kucharz, który mieszka wraz z wyrafinowanym kotem. Tak, tym tytułowym kotem, który czyta wspak, nazywa się Kao K’o Kung i objawia się Qwilleranowi w iście „literacki” sposób:

To tylko kot – wyjaśnił Mountclemens – lubi chować się za książkami. (…). Najwyraźniej właśnie obudził się z popołudniowej drzemki za biografiami. Wyraźnie woli biografów od innych pozycji. [s.54]

Po tym epizodzie akcja w końcu nabiera kryminalnych rumieńców (bo wcześniej, przez jakieś 50 stron nie było ani kota, ani kryminału). Ktoś morduje właściciela, jedynej aprobowanej przez Mountclemensa, galerii. Wkrótce potem w czasie happeningu (ach ta sztuka współczesna) spada z wysoka twórca rzeźb z odpadów (chwilami trudno się zorientować czy Lilian Jackson Braun stroi sobie żarty ze sztuki współczesnej, czy chwali ją na poważnie).

Generalnie rzecz ujmując – ani z tego wybitny kryminał (bo intryga taka sobie), ani powieść obyczajowa. O cyklu (którego kolejne tomy będzie można kupić od czwartku wraz z GW) Pani Braun radziłabym natychmiast zapomnieć, gdyby nie koci aspekt całej serii. Te mruczące zwierzaki zawsze działały, jak balsam na mą duszę i nawet największa szmira zyskuje w mych oczach pewną estymę jeśli ma dobrze skrojoną kocią postać. Kao K’o Kung (w skrócie Koko) jest właśnie taką nietuzinkową kocią postacią, która chadza własnymi ścieżkami i co pewien czas zdarzy jej się obdarzyć jakiegoś człowieka odrobiną kociej atencji, jakimś pojedynczym mruknięciem czy czymś równie wyrafinowanym.
Muszę się poważnie zastanowić co zrobić z pozostałymi (29…) częściami serii. Przyjemne czytadło, nic nad to. Bez krwi i „fajerwerków”, ale za to z wdziękiem, kotem i humorem w roli głównej. W sam raz na weekendowy relaks po robotniczym tygodniu.

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Kryminalni, Lekturki, USA i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

10 odpowiedzi na „„Kot, który czytał wspak” Lilian Jackson Braun

  1. nutta POLAND pisze:

    Też mi kupiono tę książkę, chociaż jeszcze do mnie nie dotarła.Oczekiwałam klasycznego kryminału w stylu A. Christie, jak pisało w zapowiedzi. Przyjemne czytanie to za mało, by zapełnić sobie półkę. Może dać jeszcze jedną szansę tej autorce? A koty też lubię.
    Z tym katarem, niestety, będziesz się musiała pomęczyć aż sam Cię opuści.Pozdrawiam:)

  2. chihiro UNITED KINGDOM pisze:

    Nie jest raczej ksiazka w moim stylu, wiec nie siegne po nia. Mam nadzieje, ze nastroj Ci sie poprawil i ze wyzdrowialas juz. Albo ze nos przynajmniej funckjonuje jak nalezy. Uwazaj na kolejne takie ‘niefortunne wypadki’ :)))

  3. Ania POLAND pisze:

    Ej, co to za oszustwo? Chwilę wcześniej byłam to był post o Światowym Dniu Książki i promocji w empiku. ;P
    Chyba, że mam zwidy. ;)

  4. Ania POLAND pisze:

    Zapomniałam dodać, że tego ‘Kota…’ również posiadam, ale jeszcze nie przeczytałam. A opis na okładce mnie do tego nie zachęca, niestety.

  5. zosik POLAND pisze:

    Był post, ale już go nie ma, bo baza danych się wykrzaczyła. Wraz z nim zniknęło sporo komentarzy różnej maści. Więc nie miałaś zwidów.

  6. Mbmm POLAND pisze:

    No, zginął między innymi i mój komentarz;))) Byłam w empiku dziś, już nie mają książki o „Kocie, który czytał wspak”. Patrzyłam też na książki, żeby kupić coś w promocji, ale chyba nie dam rady wysupłac pieniędzy. Nic to, pożyczę w bibliotece:)

  7. shalava POLAND pisze:

    „Kota…” kupiłam przez przypadek – kupując po prostu :”Wyborcza” na podróż:) Zdążyła nawet przeczytać:) masz rację – zwykłe czytadelko – na krotką podróż pociągiem albo senny weekend:)
    Pozdrawiam

  8. zosik POLAND pisze:

    Zdecydowanie dobra książka do pociągu.

  9. bayushi POLAND pisze:

    Przeczytałam, bez pisków zachwytu, ale może być. Na kolejne jednak się raczej nie skuszę. Na pewno nie na regularną prenumeratę.

  10. zosik POLAND pisze:

    Myślę, że gdyby książeczki kosztowały 5-6 złotych byłoby co rozważać. Po głębszym namyśle doszłam do wniosku, że szkoda mi bezcennego miejsca na półkach na takie czytadełka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>