„Ulica Rzeczna” Meja Mwangi
Miejsce Akcji: Nairobi, Kenia, Afryka.
Ujęcie pierwsze: Plac budowy (o ironio) Ministerstwa Rozwoju. Niemiłosierny upał. Wokół uwijają się robotnicy. Biedni, obdarci, głodni. Wszędzie unosi się pył. Od zapachu kurzu aż kręci się w nosie. Jest tak gorąco, że na samą myśl o tym wysycha w ustach. Byle do gongu kończącego tę mordęgę, byle do wieczora
Ujęcie drugie: speluna. Ani mniej, ani więcej. Po prostu mordowania z wyszynkiem i dziwkami. Ci sami umęczeni robotnicy po zmierzchu przepijają swe nędzne wypłaty na kolejne piwa i szybkie numerki z, nachalnymi niczym wygłodniałe kocice, młodziutkimi prostytutkami, które aby przeżyć – muszą kupczyć swym ciałem.
Ujęcie trzecie: Kamienica czynszowa. A właściwie kondominium zapuszczonych pokoi ze wspólną toaletą i umywalnią. Nocne libacje, rozboje, płaczące dzieci, smród, fekalia, ubóstwo, karaluchy. I pośród tego nagromadzenia nieszczęść wszelakiej maści mieszka/żyje/pracuje Ben – główny bohater.
Nie jest ani szczególnie sympatyczny, ani inteligentny, ani szlachetny. Podobnie jak inni mieszkańcy ulicy Rzecznej, żyje dla wieczornego (byleby nie ciepłego!) piwa i pospiesznego chędożenia w zatęchłym kącie. Kiedyś nie było tak beznadziejnie. Być może nie różowo, ale było lepiej, jednak przez zbieg różnych niefortunnych życiowych przypadków, wszystko się Benowi posypało. Miał narzeczoną, miał perspektywy lepszej pracy, miał być ślub – został sam z jej nieślubnym synem na utrzymaniu.
W powieści Meji Mwangiego najbardziej dokuczliwy jest brak możliwości. Skazani na swój marny żywot mieszkańcy najbiedniejszych dzielnic Nairobi, bez perspektyw, żyją od pierwszego do pierwszego. Mwangi jest naturalistą, a w swym nonkonformistycznym zacięciu portrecisty nie oszczędza nikogo. Zwłaszcza nieszczęsnych kobiet, z założenia złych, kłamliwych i przekupnych. Bez ogródek epatuje brzydotą, brudem i beznadzieją życia marginesów społecznych. A czyni to w sposób nad wyraz plastyczny. Jesteśmy tam razem z postaciami. Czujemy te same przyprawiające o mdłości zapachy, jeździmy tymi samymi przepełnionymi autobusami, słyszymy sąsiadów, a co wieczór obserwujemy ludzkie upodlenie, które wzrasta proporcjonalnie szybko do promili przybywających w krwiobiegu. „Ulica Rzeczna” jest symbolem biedoty, która odziera ludzi z godności. Upodlone postacie z pokorą godzą się na swój nędzny los determinowany przez okrutne prawa ekonomii i… własną fizjologię.
Dojmująca proza, którą, pomimo kondensacji zła i brudu, czyta się znakomicie.









To coś z Zoli, ale umiejscowionego w innym miejscu i innej epoce? Takie mam odczucie po Twojej recenzji:)
Tak, dokładnie tak odebrałam tą książkę.
Można gdzieś tę książkę kupić? To stare, czy ostatnio wznawiane wydanie? Proszę o odpowiedź na maila, jeśli to nie problem.
Deepblue ja czytałam stare wydanie wypożyczone z biblioteki. Nic nie wiem o jakimś wznowieniu. Od czasu do czasu pojawia się na allegro poza tym można szukać w antykwariatach.
Pozdrawiam!
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Nocna zamieć" Johan Theorin
przy łóżku "Pokonani" Iriny Głowkiny - wciąż, bo czyta się świetnie, ale powoli ;-)
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan
Ostatnie posty
Najnowsze komentarze
Najczęściej czytane