
Przepis na babski wieczór:
- 1 długi prysznic
- ulubiony wygodny ciuch (np. piżama)
- imbryk herbaty i porcelanowa filiżanka
- „coś” pysznego do pogryzania
- wygodny fotel (może być również kanapa lub łóżko)
- świeczka/ świeczki do smaku ;)
- i clue: „Kolekcja” Gioii Diliberto, w której zostajemy porwani do, tańczącego fokstrota i tango, powojennego Paryża, w którym pewna charyzmatyczna Mademoiselle, już wkrótce zostanie okrzyknięta ikoną klasycznej prostoty i elegancji. Póki co jednak Coco Chanel, bo to o niej mowa i to ona jest femme fatale tej powieści, wprawia w drżenie skostniałe środowisko paryskiego haute couture i tresuje zatrudnione u siebie krawcówny. Jedną z nich jest, dość ciężko doświadczona przez życie, Isabelle – sierota i suchotniczka, której liczne cierpienia los wynagrodził wyjątkowo zwinnymi palcami. Po dość niefortunnej śmierci swego narzeczonego, dziewczyna opuszcza prowincję i trafia do pełnego pokus międzywojennego Paryża. Wprost do pracowni przy domu mody Coco Chanel, gdzie będzie mogła w pełni rozwinąć skrzydła, przy okazji smakując po kawałeczku paryskich splendorów.
„Kolekcja” jest zgrabna i powabna niczym słynna chanelowska mała czarna – prosta, ale elegancka. Podziwiam autorkę za tytaniczną pracę, którą włożyła w przygotowania do pisania. Dzięki temu mogła drobiazgowo i z pietyzmem odtworzyć uroki ówczesnego Paryża oraz… charakterek samej Chanel, która opisywana z perspektywy jednej ze swych wyrobnic, będzie nie skandalistą, ale raczej tytanem pracy i kapryśną perfekcjonistką, której reakcji nie sposób przewidzieć. Jednak z drugiej strony ten sposób prowadzenia narracji (tj. ciemiężona robotnica za grosze i jej wiecznie niezadowolona szefowa) nieuniknienie przywodzi na myśl książki typu „Diabeł ubiera się u Prady” (co dodatkowo zasygnalizowano dodając podtytuł: „Diabelski szyk Coco Chanel”). Na szczęście „Kolekcja” Diliberto nie powiela ogranych schematów. Jest, napisaną lekko i świeżo, powieścią dla i o kobietkach. W sam raz na weekendowy relaks.
Może Cię również zainteresuje:
- Niewarci lub siebie warci 10/01/2011
- „Święta, święta…” Annie Sanders 30/12/2008
- „Piąta aleja” Candace Bushnell 18/12/2008
- „Niania w Nowym Jorku” Nicola Kraus, Emma McLaughlin 30/12/2007
- „Szczęście nadejdzie jutro” Oksana Robski 21/12/2007
- „Notatki przyszłej matki” Risa Green 11/08/2008
- „Wpadka” Rebecca Eckler 24/06/2009










Alez fajnie to opisalas :) Z tym wstepem w postaci samych przyjemnosci :))) Ja w pizamie chodze przez caly dzien, gdy zostaje w domu, no i herbatke tez popijam ciagle. Ksiazki takze mam rozne ciekawe, ale pysznosci musze sobie dawkowac z dbalosci o linie, niestety.
O! Ja też jestem piżamowa dziewczyna. Zdecydowanie mój ulubiony uniform po-domowy. A z pysznościami to niestety fakt :(
O, a zaledwie wczoraj oglądałam tę książkę w Arsenale.
Kupić, nie kupiłam, bo trzeba oszczędzać na wyprzedaż w Świecie Książki. ;P
O, ale przepyszna recenzja Zosik! Gratuluję koncepcji na recenzję:) ja również uwielbiam takie wieczory, regeneruje się błyskawicznie:) Pozdrawiam ciepło!
Foxina dokładnie taki miałam zamysł tworząc tą recenzję, żeby było oddać klimat relaksu. Ja po prostu uwielbiam zakopać się w moim fotelu pod pledem z wielkim kubkiem herbaty i książką. Aż się rozmarzyłam…
Z racji że to książka o dwudziestoleciu międzywoejnnym to tymbardziej chciałabym ją przeczytać.
Nic tylko kusisz:))
Podobnie celebruję weekendy ( chyba najbardziej piątki) bo ostatnio w soboty i niedziele zbyt wiele się dzieje i nie zawsze jestem w domu.
Wrzuciłam na moją listę potencjalnych lektur, ale nie to najważniejsze! Kiedy czytałam Twoją recenzję zdałam sobie sprawę, że właśnie słucham „Suddenly I see” KT Tunstall, a wczoraj przeczytałam stary numer „W” specjalizujący się w modzie i plotkach z tego świata, gdzie opisywano miniserię z Shirley McLaine w roli Coco, a jakiś miesiąc temu oglądałam ten miniserial w kablówce… czyli przeczytać musze, bo taki zbieg okolicznosci zdarza sie rzadko! :-)
Pozdrowionka!
A to faktycznie obiecujący zbieg okoliczności ;)