Articles Archive for Kwiecień 2008
Czytadło, Lekturki, Literatura dowcipna, USA »
Bardziej dla porządku, niż z jakiejkolwiek innej przyczyny, odnotowuję fakt przeczytania „Złych wieści” – leciutkiej powieści sensacyjno – komediowej (w sumie nawet nie wiem czy posługując się nomenklaturą filmową można mówić o literaturze, ale prawdę mówiąc, w chwili obecnej jest mi to zupełnie obojętne; opuściła mnie wena i łaknę tych czterech dni wolnego niczym kania dżdżu).
Książka Westlake’a to czytadło jak znalazł na majówkowe lenistwo (w plenerze lub łóżku). Nie wymaga zbyt wiele skupienia, czyta się ją błyskawicznie i gwarantuje sporo dobrej zabawy. Akcja – mało odkrywcza, ale za to inteligentnie …
Stosiki »
Czyli zaległy stosik :) a w tle mały bałaganik-na-biurkowy.
Gwoli ścisłości – to i tak jeszcze nie wszystkie książki, o które się wzbogaciłam ostatnimi czasy. Jeszcze kilka do mnie nie dotarło (pozdrawiam Pocztę Polską), ale nie mam ochoty dłużej odwlekać tego małego aktu chwalipieństwa jakiego niniejszym się dopuszczam.
Przyznaję się do całkowitego braku silnej woli. 23-ego, po pracy, w radosnych podskokach udałam się do Empiku zaopatrzona w ściągę z upatrzonymi pozycjami. W salonie numer jeden znalazłam aż jedną. Nie ze mną jednak te numery. Pobiegłam do kolejnego, w którym było już znacznej …
Kryminalni, Lekturki, Skandynawia »
Nie mam zamiaru odkrywać Ameryki. To będzie kolejny post jakich zapewne wiele, ale MUSZĘ dorzucić swoje trzy grosze do gremialnych zachwytów nad pisarstwem Henninga Mankella, – mojego ostatniego odkrycia (bo lepiej późno niż wcale, jak mówi mądre powiedzonko).
To była miłość od pierwszego wejrzenia. Już dawno żadna lektura aż tak mnie nie zelektryzowała, pochłonęła i wcisnęła w fotel. De facto mogłabym użyć całego zastępu epitetów dostępnych dla określenia siły z jaką podziałał na mnie Mankell. Choć początek wcale tego nie wskazywał. Drażnił mnie niedopracowany stylistycznie przekład, który można byłoby odrobinę …
Brytyjskie, Lekturki, Sensacyjne »
A właściwie „Sam chciałeś te karty czyli Casino Royale”, bo tak brzmi dokładne tłumaczenie tytułu.
Nie ukrywałam, nie ukrywam i nie mam zamiaru ukrywać, że jestem bondziarą, czyli wielbicielką Jamesa Bonda. Tego filmowego oczywiście. Nawet przez pewien czas poważnie myślałam czy nie poświęcić mu pracy magisterskiej, ostatecznie jednak zdecydowałam się na pisanie o pewnym japońskim reżyserze, co uważam za słuszną decyzję. Nie mniej jednak, jak już nadmieniłam, Bond od zawsze (a właściwie od pewnego sobotniego wieczoru jakąś dekadę temu, gdy po raz pierwszy zobaczyłam „Operację Piorun” z Seanem Connerym wyskakującym z …
Ameryka Południowa, Lekturki, Piękna »
Po upierdliwym „Mieście i psach” stwierdziłam, że nie umiem powiedzieć czy styl MVL mi odpowiada, czy też nie, więc aby raz na zawsze rozstrzygnąć tą kwestię, od razu zabrałam się za czytanie kolejnej jego książki. Padło na „Ciotkę Julię i skrybę”, bo… ma taką śliczną okładkę (ta kształtna łydeczka, te soczyste kolory). W ogóle w tym miejscu muszę nadmienić, że jestem zachwycona szatą graficzną wszystkich wydań Llosy, za które słusznie wyróżniono wyd. Znak. Nie o tym jednak miał być ten post. Miał być o tym czy w końcu się dowiedziałam …
literacki off topic »
W środę czeka mnie miłe popołudnie. Wieść gminna niesie, że podobnie, jak w latach ubiegłych Empik ma powtórzyć swoją akcję „3 za 2″ (to jest bierzesz trzy książki, ale płacisz tylko za dwie droższe). Układam więc sobie namiętnie takie trójki.
Ta chyba najlepsza:
Ta „trójka” też całkiem smakowita.
[Drodzy czytelnicy, nie macie omamów wzrokowych - to jest druga wersja postu, który wisiał tu wcześniej, ale niestety z nieznanych mi przyczyn wraz z towarzyszącymi mu komentarzami zniknął; jak dorwę winowajcę to mu <cenzura> a póki co viola]
Kryminalni, Lekturki, USA »
Kilka razy do roku, w wyniku tak zwanych ‘niefortunnych wypadków’, zdarza mi się podupaść na zdrowiu. Nie inaczej było w ten weekend. Dopadł mnie wstrętny wirus rodem z zakładu pracy, a nos zmienił się w kran z rozregulowanymi kurkami. I, gdy jedyną rzeczą, na którą miałam ochotę było odkrojenie „tego czegoś” (co niegodne nosić nazwę „nos”) – Luby mnie poratował. Nie bacząc na wstrętną pogodę za oknem (co zresztą się na nim, niestety, wkrótce zemściło) przyniósł mi z kiosku niespodziankę – książeczkę o kocie dodaną do sobotniej Wyborczej. Rzuciłam się …







