Dobra passa nie może trwać wiecznie. Po tylu świetnych książkach, które ostatnio przeczytałam, musiała w końcu trafić się jakaś przeciętna. Szkoda tylko, że był to właśnie McEwan, z którym nie ukrywam wiązałam pewne nadzieje. Niestety „Przetrzymać tę miłość” okazało się wyborem nietrafionym: nudnawą powieścią o toksycznej miłości z podtekstem homoseksualnym.
Opowieść rozpoczyna się pewnego wietrznego popołudnia. Joe Rose postanawia uczcić powrót swej dziewczyny z podróży służbowej, zabierając ją na romantyczny piknik. Nieszczęśliwy traf sprawia, że para będzie świadkami wypadku balonu. Joe jeszcze nie wie, jak tragiczne konsekwencje będzie mieć dla niego to zdarzenie. W czasie skleconej naprędce akcji ratunkowej spotyka Jeda Parry’ego. Cierpiącego na syndrom de Clerambaulta mężczyzna uroił sobie, że Joe się w nim kocha i on w swej wspaniałomyślności postanawia to uczucie odwzajemnić, przy okazji uprzykrzając życie Joemu swą milczącą obecnością pod jego domem, telefonami i listami. Obiekt uczuć Parry’ego w naturalny sposób burzy się przeciw swemu agresorowi. Nerwowo opędza się od niego, jak od muchy. Co gorsza nikt nie chce uwierzyć bohaterowi, że Parry stanowi rzeczywiste zagrożenie. Rose, pozostawiony sam sobie przez swoją dziewczynę i policję, postanawia sięgnąć po ostateczne rozwiązanie. Szkoda tylko, że narastająca atmosfera osaczenia jakoś mi się nie udzieliłam. Ian McEwan mnie nie przekonał. Dramat Joe Rose’a jest irracjonalny, a intryga „Przetrzymać tę miłość” niezajmująca i… rozmyta poprzez zbyt wielką ilość zbędnych wtrąceń.
Powieść McEwana mogłaby być pasjonującym pojedynkiem dwóch silnych osobowości. Mogłaby być intelektualną grą. Mogłaby być psychologicznym dreszczowcem. Niestety nie jest żadnym z nich. „Przetrzymać tę miłość” jest natomiast przeintelektualizowaną powieścią psychologiczną pełną nieznośnie nudnych uczonych dygresji, które jeszcze bardziej spowalniają (i tak dość niemrawo toczącą się) akcję. Pseudonaukowe wtręty o roli teleskopu Hubble’a albo o dyskursie literackim u uczonych zajmujących się teorią ewolucji, zdecydowanie nie przysłużyły się powieści McIwana, która umęczyła mnie i znużyła i ogólnie bardzo się cieszę, że już ją skończyłam.
Może Cię również zainteresuje:
- „Na plaży Chesil” Ian McEwan 11/02/2009
- „Amsterdam” Ian McEwan 08/03/2010
- „Pokuta” Ian McEwan 26/02/2008
- „Betonowy ogród” Ian McEwan 07/02/2010
- „Na wyspę – teraz” Janet Frame 23/06/2008
- Sakramenckie nudy 19/08/2010
- Ponownie skonfundowana 27/01/2011










ja właśnie nie czytałam jeszcze nic McEwana tzn. kiedyś tam „Amsterdam”, ale kompletnie nie pamiętam tej ksiązki. I teraz za mna coś chodzi ale jeszcze nie wiem co, ale po twoich recenzjach raczej wybiorę Pokutę:)
Ja bym wybrała „Pokutę”, bo jest urzekająco intensywna i gęsta od splątanych z sobą emocji. Brzmi, jak banał, ale coś dokładnie takiego jest w pisarstwie McIwana. a przynajmniej w „Pokucie”, bo faktycznie „Przetrzymać tę miłość” było irytująco wydumane.
o, a ja miałam zamiar ją wypożyczyć.
No to sobie daruję:)
Kalio w sumie odradzam ;)
Zupełnie się nie zgadzam- książka jest pasjonująca i zapada w pamięć na lata.