„Panie z Cranford” Elizabeth Gaskell
Tam oszczędzanie było zawsze eleganckie,
a wydawanie pieniędzy zawsze „wulgarną ostentacją”. [s.9]
Witajcie w mieście kobiet. Dzięki inspiracji Inblanco święta Wielkiej Nocy spędziłam w czarującym towarzystwie „Pań z Cranford”. Autorkę tej uroczej powieści dotąd kojarzyłam głównie jako biografkę i przyjaciółkę Charlotte Bronte, od teraz jednak Elizabeth Gaskell będzie dla mnie pisarką – feministką, bo „Panie z Cranford” to powieść o kobietach i dla kobiet. Zatem witajcie w babińcu.
Tytułowe mieszkanki Cranford to dość leciwe już niewiasty. Zubożałe damy pochodzące z szanowanych rodzin, tworzące śmietankę towarzyską owej mieściny. Uwikłane w różne społeczne i obyczajowe zależności, są arbitrami dobrych manier, skromności i elegancji. Słowem wszystkiego tego co wypada i nie wypada. Mężczyźni w tej mikrospołeczności są zbędni. Pogodzili się z zaistniałą sytuacją bez zbędnego szemrania, podporządkowując się kobiecej dominacji. I to jakiej :) Przytoczę tu dla przykładu Austiańskie bohaterki, które wszystkie, mniej lub bardziej świadomie, dążyły ku pozyskaniu męża – opiekuna i sensu ich istnienia. A panie z Cranford? U Gaskell mężczyźni przydatni są co najwyżej do porąbania drewna albo ratunku od finansowego krachu. Skromne niewiasty, a za takie uważają się Cranfordki, nie powinny z nimi mieć zbyt wiele wspólnego. Są tłem dla pań. A panie, jak to panie – chcą uchodzić za święte, ale i tak plotkują przy herbatce i rywalizują ze sobą zarazem. I swój honor mają, i obrazić się potrafią. Bywają oszczędne w sposób graniczący ze skąpstwem, a przymus bycia perfekcyjną o każdej porze dnia i nocy wymusza na nich dość komiczne zachowania (patrz: jedzenie pomarańczy, którą aby nie być wulgarnym ani niechlujnym należy spożywać… ssąc i to najlepiej w zaciszu własnej alkowy). Boją się jak ognia oskarżenia o prostactwo, chcą być moralnymi autorytetami, a jednocześnie dość protekcjonalnie odnoszą się do gorzej urodzonych. Jak to baby – nikt do końca ich nie zrozumie.
„Panie z Cranford” to powieść osobliwa i ciepła. Iskrząca się dobrotliwym humorem. Trudno ją streszczać w jakikolwiek sposób, gdyż jest luźnym zapisem epizodów z życia miasteczka. Gaskell pisze o swych bohaterkach z ogromną czułością, ale i odrobiną sarkazmu. Dlatego książka obfituje w komiczne smaczki, choćby ten o drogocennej koronce, którą w trakcie odmaczania w mleku nie opacznie skonsumował kot. I żeby nikt nie miał wątpliwości – odzyskano ją! W całości! Przy pomocy buta z cholewą (tutaj przydał się mężczyzna) i solidnej dawki środka przeczyszczającego. Powieść Gaskell choć równie stareńka i urocza, jednak całkiem inna niż romanse Jane Austen. Do tego niemal zupełnie zapomniana. Szkoda. Warto poświęcić chwilę na lekturę tej dość ekscentrycznej powiastki o kobietach i dla kobiet.









Cieszę się, że spodobała Ci się Gaskell :)
Ja poszukam jeszcze „Mary Barton”, bo tylko te dwie powieści zostały przetłumaczone na polski, co mnie, szczerze mówiąc, bardzo dziwi. Zaskakujące, prawda?
Tak, też byłam tym zdziwiona, ba wręcz zasmucona. Zupełnie nie rozumiem czemu w dobie wciąż wielkiego zainteresowania Jane Austen, Gaskell (która moim zdaniem pisze lepiej) pozwolono tak po prostu odejść do lamusa.
Witam
Czy ktoś ma namiar na tę książkę w pliku PDF lub innym tekstowym?
Drukowaną piekielnie ciężko dostać…
BTW: Kto i kiedy w Polsce wydał „Mary Barton”? Ja nie mogę nigdzie znaleźć takiej informacji, nawet w katalogu Biblioteki Narodowej.
Mary Barton ukazała się po polsku. wydał ją PIW w 1956 roku
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki są też tu
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Loteria" Shirley Jackson
oraz
"Gypsy Masala" Preethi Nair
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan
Marzec: "Sztywniak" Mary Roach
Kwiecień: "Spokojne niedzielne popołudnie" Hanna Krall oraz "Podejrzenia pana Whichera" Kate Summerscale
Maj "Dowody na istnienie" Hanna Krall
Czerwiec "Zagubieni" Daniel Mendelsohn
Lipiec "Moje życie we Francji" Julia Child
Ostatnie posty
Najnowsze komentarze
Najczęściej czytane