„Magiczny sklep z zabawkami” Angela Carter
Powinnam na bieżąco opisywać przeczytane lekturki, a nie czekać nie wiadomo na co. Natchnienie, cud czy ciastko z dziurką. Wena twórcza i tak nie nadejdzie, a w pamięci zatrą się różne powiązane z lekturą drobiazgi. Dlaczego właśnie teraz czynię to wyznanie? Bo będę pisać o książce Angeli Carter, którą skończyłam raptem 4 dni temu i już mam wrażenie, że gdzieś umknął mi ulotny nastrój podskórnego lęku i aura niezwykłości, która towarzyszyła czytaniu. Cóż – będę improwizować, może uda się coś z tego odtworzyć.
„Magiczny sklep z zabawkami” to książka o dzieciach, ale nie dla dzieci. Jej lektura znów przeniosła mnie w świat dzieciństwa tyle, że takiego, które z pogodą dorastania na amerykańskiej prowincji ma niewiele wspólnego. Melania – główną bohaterka, wraz z młodszym rodzeństwem została osierocona. Rodzice, przebywający na tourne pisarskim po Stanach Zjednoczonych, ginął w katastrofie lotniczej. Rodzeństwo zostaje same, bez środków do życia i domu. Przygarnia je mieszkający w Londynie wuj Filip – ekscentryczny wynalazca zabawek. Wujek okaże się ciemiężcą i skąpcem ze skłonnościami do despotyzmu. Człowiekiem zimnym i złym, który tyranizuje i tresuje swych bliskich, a spośród rodzeństwa w szczególny sposób upatrzy sobie Melanię.
Powieść Angeli Carter, czołowej brytyjskiej reprezentantki realizmu magicznego, jest przesiąknięta aurą niesamowitości i grozy delikatnej niczym bańska mydlana. Akcja rozgrywa się jakby w dwóch światach – w świecie realnym, który istnieje niejako obok tego ważniejszego – utkanego z marzeń, lęków, snów i przesądów. Jednak ta „realność” świata rzeczywistego jest jakby umowna, bo choć logicznie rzecz ujmując akcja powieści powinna rozgrywać się w latach 60tych (wtedy Carter napisała „Magiczny sklep…”), jednak nigdzie nie jest to wprost podane, a opisy świata przedstawionego bardziej skłaniają ku osadzeniu akcji jakieś trzydzieści lat wcześniej. Jeśli fabułą rządzi jakakolwiek logika, to będzie to logika snu. Koszmarnego. Melania wierzy, że rodzice zginęli, bo ona niechcący zniszczyła suknię ślubną swojej matki, dlatego musi ją za to spotkać kara. Wraz z rodzeństwem opuszcza sielską wieś i przenosi się pod skrzydła demonicznego wuja despoty. I jak we śnie – choćby nawet chciała się wydostać z obłędnego labiryntu sklepu z zabawkami, nie może. Dopóki się nie obudzi.
„Magiczny sklep…” to mała czytelnicza uczta. Carter pisze wyrafinowanym językiem z dużą ilością brakowych metafor. Bywa dosadna (na przykład nazywając wuja Filipa świnią), bywa subtelna, a dziwne połączenie jednego z drugim daje niezwykły językowy efekt: opisu tego co nieuchwytne, niewyrażalne przy pomocy słów.
***

Z ksiązką skojarzyły mi się dwa filmy:
„Fanny i Alexander” (1982) – najbardziej pogodny film Ingmara Bergman. Opowieść o sielankowym dzieciństwie, które przerywa śmierć ojca, a tytułowa para bohaterów trafia do domu despotycznego protestanckiego pastora. W obu dziełach wyczuwalny jest ów podskórny lęk i tęsknota za utraconym dzieciństwem – zupełnie jak w „Magicznym sklepie z zabawkami”.
***
Polecam! I filmy i powieść :)









Brzmi naprawde urokliwie. Moja siostra czytala te ksiazke kilka lat temu i mimo, ze uwielbia takie klimaty, jakos jej nie podeszla, mowila, ze zabraklo jej tam klimatu. No i ja sie zniechecilam. Ale moze czytala ja w nieodpowiednim momencie, i teraz bylaby zachwycona? Ja moze kiedys siegne, bardzo lubie opisywanie swiata oczami dziecka :)
Brzmi zachęcająco. Wprawdzie z Bergmana niewiele już pamiętam, ale „Towarzystwo wilków” oglądałam nie tak dawno – niezwykły film, nawet jak na Jordana.
Chihiro: w „Magicznym sklepie z zabawkami” świat nie tak do końca jest opisywany oczami dziecka. Melania jest nastolatką. Podlotkiem, który stopniowo odkrywa różne erotyczne tajemnice.
Bruixa: Oba filmy są dobre, choć wolę oczywiście Bergmana.
Urocza recenzja Zosik, nie czytałam ksiązki, ale mam teraz na nią ogromną ochotę:)
Foxinaa to jest taki smaczek na raz, na jakiś leniwy wieczór, gdy za oknem pada. Książeczkę czyta się bardzo szybko, gdy już się wgryziesz w specyficzny język autorki. Żałują tylko, że ze względu na ograniczoną ilość wolnego czasu rozbiłam lekturę na kilka dni.
uwielbiam Angele Carter, i bardzo załuje, ze obecnie jest zupełnie niewidoczna na półkach ksiegarń. Ale od „magicznego sklepu z zabawkami” bardziej podobały mi sie „Madre dzieci”. Mniej tam uczucia przygnebienia, jakiegoś stłamszenia, które towarzyszy głownej bohaterce „sklepu”. Za to równie sporo magii i mnóstwo przygód dwóch zwariowanych siostrzyczek- tancerek rewiowych.
Peek-a-boo zgadzam się z Tobą, że Carter to troszkę zapomniana pisarka, a szkoda. Dzięki za polecenie „Mądrych dzieci” – będę się za nią rozglądać.
Ja uwielbiam Angelę. Zarówno ,,Mądre Dzieci” jak i ,,Magiczny sklep z zabawkami” były dla mnie szokiem pozytywnym. Obydwie dorwałam w bibliotece – stały sobie niechciane, zakurzone – co do ,,Sklepu” – zachęcił mnie tytuł :)
Zosiku, szkoda, że nie ma Twojej recenzji o ,,Samo-lotach” Stokowskiego. Wygląda na usunietą , a ja człowieka znam, ilustrowałam dla niego książkę (jestem plastyczką) i mimo ze Mumio to w trójce czytało, tez mi się te ,,Samo-loty” diabelnie nie podobały. Więc ucieszyłam się ze komuś też NIE BARDZO. I chciałam przeczytać, czy z tych samych powodów. A tu jakby cenzura i nie mogę dostać się do opinii.
Ciekawe, co porabiasz na co dzień ? Ja maluję i czytam, czytam i maluję :) POdejrzewam że jesteś – a )Pisarką B) krytykiem literackim C) Hm. Ilustratorką i graficzką jak ja :) Pozdrawiam serdecznie !
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki są też tu
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Loteria" Shirley Jackson
oraz
"Gypsy Masala" Preethi Nair
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan
Marzec: "Sztywniak" Mary Roach
Kwiecień: "Spokojne niedzielne popołudnie" Hanna Krall oraz "Podejrzenia pana Whichera" Kate Summerscale
Maj "Dowody na istnienie" Hanna Krall
Czerwiec "Zagubieni" Daniel Mendelsohn
Lipiec "Moje życie we Francji" Julia Child
Ostatnie posty
Najnowsze komentarze
Najczęściej czytane