To się pochwalę ;)

Właściwie to miałam przeczytać „Małe kobietki” Louisa May Alcott, ale (jak to zwykle bywa) gdzieś się schowały, a i w bibliotece namierzyć ich nie mogłam (wyczuwam w tym spisek). I tak jakoś dziwnie się złożyło, że zamiast tej jednej książki zebrał się cały stosik łupów bibliotecznych, efektów myszkowania w domowych zasobach oraz „małych zakupów” poczynionych w Toruniu. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że Blixen kosztowała złotówkę (Podobnie jak „Jestem kotem” kupione dawno temu), „Ulica rzeczna” będzie moją Afryką w wyzwaniu, a na Sławińską ostrzyłam sobie zęby od dawna. Reszta książek – to blogowe inspiracje.
I jak tu nie kochać Internetu? :)
Może Cię również zainteresuje:
- Ups… Ten wpis jest jedyny w swym rodzaju ;-)










Przyjemnej lektury! Tez lubie takie tanie znaleziska :)
Fajny stosik:) Na „Panie z Cranford” polowałam na allegro,ale ktoś mnie przelicytował, może Ty?:) Liczę na recenzję;)
Nowy Jork też mam na swojej liście i mam zamiar nabyć. I ciekawa jestem, jak Ci się ten McEwan spodoba:)
A przy okazji, wesołych Świąt!
Padma: „Panie z Cranford” znalazłam w domowym zbiorku, więc to nie ja niecnie na allegro Cię przelicytowałam ;) Za czytanie książki o Nowym Jorku od razu zabrał się mój „nie lubiący czytać” Luby i póki co bardzo mu się podoba. A tak poza tym to również Wesołych Świąt :)
Małe Kobietki – miłość z dzieciństwa! : )))
Ładny stosik Zosik:)) Dwie mam (Soseki, Flock), a dwie chciałabym mieć (Gaskell, McEwan). Poza tym chciałabym się zapytać o NY, bo zauważyłam, że ciągnie Cię czytelniczo wokół tego rejonu, jakaś fascynacja?:) Pozdrawiam ciepło!
Foxinaa ukrywać nie będę, że faktycznie ciągnie mnie w stronę Wielkiego Jabłka, a fascynacja ma wynika głównie z uwielbienia dla „Sex and the city”.
„Panny z Cranford” są świetne. Mam nadzieję, że dziś uda mi się je skończyć i wkrótce nasmaruję jakąś recenzyjkę. Pozdrawiam!
Też lubię „Panie z Cranford”. A propos: jak jesz pomarańcze? :)))
Uwielbiam ten fragment:
„Kiedy na stole zjawiały się pomarańcze, zachowywano dziwny ceremoniał. Panna Jenkyns nie lubiła krajać owocu, bo jak mówiła sok wycieka nie wiadomo gdzie; w istocie więc, jedynym dobrym sposobem jedzenia pomarańcz jest ich ssanie (tylko, zdaje się, użyła jakiegoś bardziej eleganckiego słowa), jednakże ta czynność nieprzyjemnie kojarzyła się z tym, co często przydarza się niemowlętom, toteż w sezonie pomarańczy panna Jenkyns i panna Matylda po obiedzie wstawały od stołu, brały w milczeniu każda po jednym owocu i wycofywały się w zacisze własnego pokoju, aby tam użyć sobie na ssaniu pomarańczy”
Inblanco – książka jest świetna :D
Prócz opisu, jak elegancko jeść pomarańcze wstrząsnął mną dogłębnie kawałek o tym, jak odzyskiwano kawałek bardzo cennej koronki