„Adrian Mole. Na manowcach” Sue Townsend

na-manowcach.jpg Chyba się tu jeszcze nie ujawniłam, jako miłośniczka Adriana Mole’a, więc szybko nadrabiam to co dotąd mi umknęło i niniejszym czynię wyznanie: uwielbiam Adriana Mole’a. Tego sfrustrowanego i zakompleksionego para-intelektualistę, który wciąż i nieodmiennie kocha się w doskonałej Pandorze. Tak więc uwielbiam Adriana i mej lubości wobec nieszczęśnika nie kryję. Czytanie o jego perypetiach zawsze nasuwało mi krzepiącą refleksję, by nie wzdychać nad marnością bytu swego, bo inni mają jeszcze gorzej.

Co nie oznacza, że Adrianowi wiedzie się jakoś szczególnie źle, ale z drugiej strony też nie jakoś nadzwyczajnie. Jest w gruncie rzeczy postacią do bólu przeciętna tyle, że aspirującą do bycia kimś wielkim. Od wczesnego dzieciństwa żył on bowiem w głębokim przekonaniu o swojej intelektualnej wyższości nad otoczeniem, a niewydarzoną (ale za to rozbrajająco zabawną) rodzinką zwłaszcza. Wywodzącemu się wprost z robotniczych przedmieść Leicester Mole’owi zawsze marzyła się świetlana kariera pośród intelektualnej śmietanki Zjednoczonego Królestwa. I, z racji tego, że dzienniki Adriana mają charakter stricte komiczny, na marzeniach się kończy. Co oczywiście zupełnie nie zniechęca Mole’a do snucia dalszych wizji swej wspaniałości. A w tak zwanym międzyczasie życie Adriana (w zależności od tomu, który aktualnie czytamy) oscyluje wokół rozpływania się pod wpływem wdzięków Pandory i płomiennego uczucia doń, pryszczy, długości penisa lub zaniku życia seksualnego, frustracji w szkole/ pracy/ domu rodzinnym (niepotrzebne skreślić). A wszystko to przefiltrowane przez angielską flegmę do potęgi n-tej.

Dziwnie się jakoś złożyło, że kolejnych części dziennika Adriana nie czytałam we właściwiej kolejności. Zaczęłam od części drugiej (którą czytałam jeszcze w czasach, gdy nie czytałam książek, a „Męki dorastania” były jedyną książeczką, po którą z własnej woli sięgnęłam), potem przedostatniej, następnie (w oryginale) przeczytałam pierwszą. Potem były „Szczere wyznania” – dziwna książeczka, nie do końca pasująca do cyklu, a teraz (w końcu) sięgnęłam po „Na manowcach”. Przede mną wciąż „Broń masowego rażenia”.

W trzeciej części sekretnych dzienników Adrian przekroczył próg dwudziestki i pracuje w Ministerstwie Ochrony Środowiska jako specjalista od traszek (o których nie ma zbyt wielkiego pojęcia, ale tego, a także tego, że trzy razy oblał egzamin z biologii, nikt wiedzieć nie musi). Generalnie nie wiedzie mu się w żadnej dziedzinie życia. Szef (słusznie) podejrzewa go o podkradania znaczków pocztowych, matka ma o połowę młodszego od siebie nowego męża, Pandora gardzi nim i jego poezją na jej cześć, do tego wypowiada mu pakamerę, w którą Adrian zamieszkiwał. Poza tym jakoś nikt nie chce dostrzec potencjału drzemiącego w mozolnie tworzonej powieści, pod znamiennym tytułem: „Płaskie wzgórza mojej rodzinnej ziemi”. A jakby tego wszystkie było mało Adrian cierpi na tajemnicze problemy żołądkowe i w związku z tym spożywa hurtowe ilości bananów.

„Na manowcach” to najsłabsza część dzienników socjopaty Mole’a. Adrian zapuszcza brodę i zamyka się w sobie, stając się wyalienowanym dziwadłem z nawykami godnymi starego kawalera. Nie dostrzega oczywistości zaślepiony jakimiś swoimi ideami. Ale to i tak nie zmienia faktu, że wciąż warto sięgnąć po książeczkę. Dużo śmiechu gwarantowane.

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Brytyjskie, Czytadło, Lekturki, Literatura dowcipna i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

8 odpowiedzi na „„Adrian Mole. Na manowcach” Sue Townsend

  1. solardew POLAND pisze:

    A ja tyle razy się przymierzałam do tej serii i jakoś nie było okazji. Poradź od której części zacząć?

  2. zosik POLAND pisze:

    Chyba najlepiej od początku, czyli od „Adrian Mole lat 13 i 3/4. Sekretny dziennik”. Mam nadzieję, że kiedyś przeczytam wszystkie części po kolei.

  3. solardew POLAND pisze:

    Tak też zrobię…jak mi tylko synek pozwoli :)

  4. mbmm POLAND pisze:

    Polecam też książki Joanny Fabickiej. Ja się do Adriana Mole nie mogłam przekonać, ale Rudolf Gąbczak mnie zachwycił:)

  5. shalava POLAND pisze:

    Nie przeczytałam żadnej ksiązki z tej serii. Co prawda kiedyś w RadiuBis czytano fragmenty i byłam zachwycona – niemniej, za samą ksiązkę nie moglam się wziąć:) (sama nie wiem dlaczego:) )
    A ksiązki Fabickiej są rewelacyjne i chętnie po nie sięgam:)

  6. zosik POLAND pisze:

    Oj Shalava ja z polecaniem Mole’a mogę nie być taka do końca obiektywna, bo mam sentyment do niego od czasów dzieciństwa, poza tym ubóstwiam tą angielskość, także w wydaniu „lower midlle class” (nie tylko Ci arystokraci). Tonsend jest bardzo dowcipną pisarką, jeśli lubisz angielskie poczucie humoru, Mole powinien Ci się spodobać. W każdym razie polecam :) Dobra lektura, z której się nie wyrasta.

  7. shalava POLAND pisze:

    Zosik, ja pewnie kiedyś sięgnę po Adriana, ale jakos teraz mi nie wychodzi. Po prostu idąc po tę ksiązkędo biblioteki czy księgarni po drodze znjaduję 5 ksiązek, które bardzij chcę przeczytać (i na nie wydaję pieniadze:) )
    Pozostaje mi tylko poczekać, aż ktoś tę ksiązkę mi sprezentuje:) Wtedy przeczyatm napewno:)

  8. Bruixa POLAND pisze:

    Moja znajomość z Adrianem Molem zaczęła się od serialu emitowanego w TVP dawno, dawno temu. Nie przeczytałam dotąd „Na manowcach” ani „Broni masowego rażenia”; trzeba będzie nadrobić to zaniedbanie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>