Do brawurowego debiutu Miłoszewskiego mam stosunek po części osobisty. Po pierwsze przeczytałam z polecenia Lubego. Po drugie autor osadził akcję w ponurym bloku z wielkiej płyty na bródnowskiej ulicy Kondratowicza, na której zdarzyło mi się bywać razy kilka. A lekturka smakuje zupełnie inaczej (czytaj: lepiej), gdy znamy opisywaną okolicę.
Horror nie należy do gatunków często uprawianych w Polsce i to zarówno w kinie (tu przychodzi mi do głowy jedynie kilka żenujących filmideł, które bardziej śmieszą niż straszą), jak i w literaturze. Miłoszewski w „Domofonie” wykorzystując sztafaż horroru przekonuje, że „więcej jest rzeczy na niebie i ziemi niż śniło się waszym filozofom”, że wielu rzeczy nie można wyjaśnić tak po prostu metodą szkiełka i oka, a to co najbardziej przerażające czai się tuż obok. W „Domofonie” bowiem generatorem grozy jest dom, ale nie nawiedzone domostwo, ale najzwyklejszy budynek z wielkiej płyty. Bliźniaczo podobny do tysięcy innych szarych blokasów. Postacie z Domofonu” stają się więźniami swych koszmarnych snów, podskórnych obaw i… owego nieszczęsnego budynku, który zarówno swych mieszkańców, jak i czytelnika trzyma w kleszczach lęku.
Muszę się zgodzić z Shalavą, że „Domofon” jest rewelacyjny i przeciętny zarazem. Z jednej strony – trzymający w napięciu horror z akcją głęboko zanurzoną w polskich (warszawskich) realiach. Z drugiej strony – debiut z całym bogactwem inwentarza. Powieść napisana sprawnie i z pomysłem, choć widać, że warsztat literacki autor dopiero szlifuje (a czyni to na tyle skutecznie, że im dalej w las, tym „Domofon” staje się bardziej gładki stylistycznie i językowo).
Dobra rozrywka z dreszczykiem.
Może Cię również zainteresuje:
- „Uwikłanie” Zygmunt Miłoszewski 02/06/2008
- Na Mickiewicza w Krakowie mordują 24/10/2010
- „Dziewczynka, która za bardzo lubiła zapałki” Gaétan Soucy 01/11/2009
- O włos 17/08/2010
- „Stadion. Diabelskie igrzyska” Ify Nwamana 04/06/2009
- „Obcy” Taichi Yamada 23/02/2010
- Okrucieństwa nie do przyjęcia 21/08/2010










mnie się podobał, ale jeszcze bardziej chyba podobało mi się „Uwikłanie”…też polecam.
Chiara mam zamiar dopaść przy najbliższej okazji, która się nadarzy :)
To ksiązka którą chcę przeczytać.
Polecam jego „Uwikłanie”.
Wpierw przywitam się grzecznie :), a teraz wyrażę swoją opinię. Podzielam zdanie mych poprzedniczek. „Uwikłanie” czyta się świetnie. Aż szkoda, że trafiłam na Jego 2 książki :( Pisałby ten Zygmunt Miłoszewski więcej ! ;)
Zgadzam się – mógłby pisać więcej ;)
nie mogę się nie wypowiedzieć w tej kwestii, chociaż ja pewnie przez swoje zainteresowania mam nieco spaczoną perpsektywę i odbiega ona nieco od przeciętnego odbiorcy, który spotyka się z tą książką.
Powiem tak: dla mnie miłoszewski jako twórca horroru wypada marnie. Tzn. dobrze się czyta, bohaterowie są niegłupi i w ogóle, ale jako horror to jest to coś nieco zbyt przeciętnego. A przede wszystkim jak dla mnie zbyt wiele w tym nieścisłości i groteski. niszczy to efekt grozy.
Poza tym to jedyna książka Miłoszewskiego, która mimo wszystko chyba mi się podobała. No
Góry żmijowe jeszcze momentami, momentami tylko… były genialne.
Ale Uwikłanie to już całkowita żenada.
fajny blog
pozdr
Od kiedy przeczytałam równie dobrą, jak i równie pozytywną recenzję „Domofonu” u Aerien, zapragnęłam zostać szczęśliwym posiadaczem tejże książki. Teraz czytam Twoją (wiem, wiem, że późno się za nią zabrałam, ale jak to mówią : lepiej późno niż później ;)) i jestem pewna, że Wy wszyscy spiskujecie na mnie. No bo wiadomą rzeczą jest, że uwielbiam kryminały, w dodatku o tak przekonującej treści. Ehh, te blogi krytycznoliterackie. No nic, mogę tylko mieć pretensje sama do siebie, że ulegam ;)))). Żaaartowałam ;)
Eeee, od razu spisek. Fajne czytadło, wciąga, lektura pełna emocji i ten nawiedzony blok…
Masz rację Zosiu, kuś ;)))
:p