Refleksja z gatunku kulinarnych

Nie o gotowaniu, jednak będzie.
Co się tyczy literatury, to wciąż (bardziej niechcący niż chcący) obracam się w kręgach angielskiej arystokracji (tyle, że epokę edwardiańską zamieniłam na czasy panowania Jerzego V). Czytam „Człowieka z Petersburga” Kena Folletta. W tym miejscu nie będę się zbytnio rozpisywać na temat aktualnej lekturki, poświęcę jej osobny post, jedna w toku czytanie nasunęła mi się pewna refleksja. Otóż czy ludzie kiedyś mieli gigantyczne żołądki? Wory bez dna, w których można było zmieścić góry jadła wszelakiego, do tego suto zakrapionego? A może dysponowali kilkoma (plus jednym zewnętrznym, doczepianym na USB)? A może po prostu kiedyś podawano mikroskopijne porcyjki? Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że earl Walden, jedna z głównych postaci „Człowieka z Petersburga”, spożywa obiad składający się z (kolejno): kieliszka sherry, zupy Brown Windsor, gotowanego łososia, butelki wina reńskiego, baraniny z galaretką z czerwonej porzeczki, pieczonych ziemniaków, szparagów, gęsich wątróbek (apetycznych, jak zaznacza narrator), lodów, połowy butelki szampana, brzoskwini (na deser) oraz kawy z biskwitami.
Więc co? Miał trzy żołądki czy kiedyś podawano mikroskopijne porcje?

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii literacki off topic i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na „Refleksja z gatunku kulinarnych

  1. Kaśka POLAND pisze:

    Hm… a ja mam inne pytanie :-) Kto za to wszystko placil?? Ja rozumiem, ze oni megabogaci byli, skoro mogli takie obiadki jadac, więc moze bogacze mają jakieś większe żolądki? albo szybszą przemianę materii?

  2. zosik POLAND pisze:

    No i masz los. Kwestia finansowa zupełnie mi nie przyszła do głowy. A coś musi być na rzeczy, bo takie gęsie wątróbki to pewnie rarytas.
    Ech to rozpasanie klasy próżniaczej :D

  3. magda.matraszek POLAND pisze:

    co za przyjemny blog:) zapraszam na moją stronę o LIteraturze Współczesnej http://www.magdamatraszek.blox.pl

    pozdrawiam:)

  4. iceberg33 POLAND pisze:

    to kwestia malych porcji
    w niektorych kulturach europejskich przeciez do dzis spozywa sie wielodaniowe obiady i kolacje (np Francuzi jedza sery, zupe, glowne danie, w miedzyczasie dobry alkohol, potem bagietka :D, desery i kawa itd itd) – a przeciez nie sa innym gatunkiem ludzi i 5 zoladkow nie maja. Sekret tkwi w tym, zeby przedkladac jakosc nad ilosc, wnioskuje po poscie, ze nie znasz ksiazki M. Guillamo ‘Francuzki nie tyja’, w ktorej to ksiazce pani autorka zdradza sekrety szczuplych Francuzek i opisuje kategorie w ktorych Francuzi mysla o jedzeniu (jakosc nad ilosc)
    niezaleznie od tego czy nalezysz do kobiet wiecznie sie odchudzajacych, czy nie, polecam ksiazke, naprawde sympatyczna lektura, w niej opowiastki, anegdoty, porady o urodzie, zdradzone sekrety i przepisy na pyszne jedzenie
    :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>