Wspaniała książka. Cieszę się, że ją przeczytałam i zarazem żałuję, że już mam to za sobą.
Streszczać historii nie będę. Zrobiłam to przy okazji opisywania adaptacji. Napiszę natomiast o tym wszystkim co mi się w (podobno najlepszej) powieści Iana McEwana podobało. A podobała mi się choćby ta wielowątkowość, bo „Pokuta” nie jest li tylko powieścią o winie i odkupieniu, choć są to motywy przewodnie. Jest również bardzo stylowym romansem wojennym. McEwan w niezwykle subtelny sposób opisuje stopniowo rodzące się uczucie między Cecilią i Robbiem. Od całkowitego niezrozumienia, aż po eksplozję namiętności w bibliotece i ich dalsze, już wojenne, losy. „Pokuta” to także powieść o narodzinach pisarki. W ogóle Ian McEwan ma rękę do kreowania wyrazistych postaci, ale Briony, bo o niej mowa, jest postacią fascynującą. Zadziorne i rozpieszczone słodkie stworzonko, wychowane w dostatku i głębokim przekonaniu o swej wspaniałości. Poza tym zdolna bestyjka i bystry obserwator otaczającego ją świata, który próbuje przełożyć na język literacki. W ciągu jednego upalnego popołudnia zachodzi w niej przemiana. Briony chce wydorośleć, chce pisać o dorosłych sprawach, sama będąc jeszcze niedojrzałym stworzeniem, któremu więcej się wydaje niż w rzeczywistości wie. Dziewczynka pozostawiana sama sobie zamyka się w świecie swoich domysłów i fantazji. Zresztą u McEwana każdy chadza własnymi ścieżkami, a rodzina jest instytucją przeżywającą głęboki kryzys. Właśnie instytucją, bo związki między poszczególnymi Tallisami, jakkolwiek kiedyś być może były serdeczne, w tamto letnie popołudnie zostały mocno nadwyrężone. Tallisowi tkwią w swym towarzystwie, bo tak trzeba, bo są rodziną, a rodzina musi się trzymać razem, bo tak wypada bez względu na wszystko. „Pokuta” jest aż gęsta od splątanych ze sobą emocji. Każdy sobie coś tam myśli, każdy coś do kogoś czuje, aż po prawdziwą erupcję tych wszystkich skrywanych afektów i niechęci.
Dobra, już nie będę się wdawać w więcej szczegółów. Po prostu bardzo dobra książka ze pięknym zakończeniem, przy którym się (tak, tak) bardzo wzruszyłam. Kropka.
Może Cię również zainteresuje:
- „Przetrzymać tę miłość” Ian McEwan 31/03/2008
- „Na plaży Chesil” Ian McEwan 11/02/2009
- „Amsterdam” Ian McEwan 08/03/2010
- „Betonowy ogród” Ian McEwan 07/02/2010
- „Miłość za kilka włosów” Mohammed Mrabet 07/08/2009
- „Prochy Angeli” Frank McCourt 28/05/2008
- Bez zaangażowania. Bez zanurzenia 10/04/2010










Potrafisz przekonać Zosik! Miałam chęć, teraz chęć stała się pragnieniem:) Zastanawiam się tylko czy najpierw przeczytać książkę, potem obejrzeć film, czy odwrotnie?:)
Wiesz co szczerze mówiąc nie wiem. Ja najpierw widziałam film i przez cały czas czytanie książki zastanawiałam się, jak na mój odbiór jej wpływa to, że de facto wiem, jak historia się skończy. Powiem Ci, że adaptacja jest wierna i (moim zdaniem) bardzo dobra, ale chyba jednak najpierw przeczytałabym książkę
Bardzo dobra recenzja:) Mnie również ta książka kiedyś zachwyciła i żałuję, że jak dotąd nie mogę znaleźć kolejnej tak świetnej książki McEwana… Ale jeszcze sporo mi zostało do przeczytania, więc może się uda;)
A co czytałaś?
Książki nie czytałam ( zresztą nie znam jeszcze nic tego autora) filmu również nie widziałam ale po twoim opisie widzę że jak najbardziej jest to dobra powieść i film raczej też.
Kryzys w rodzinie i zdaje się że też związki międzyludzkie mocno poruszone to temat, który ostatnio mnie frapuje więc muszę to przemyśleć:))
Bardzo dobra recenzja!!
Judytto przemyśl, bo powiem Ci, że prócz wszystkich walorów, o których napisałam w recenzji, „Pokuta” jest również bardzo dobrze napisana pod względem warsztatowym. Ma niezwykle przemyślaną strukturę. Swoją drogą ciekawe, jak długo Ian McEwan ją pisał?