Z jakiś, sobie tylko znanych, powodów ciągnie mnie do literatury gejowskiej, to jest takiej pisanej przez homoseksualistów, a nie „heteryków”, którym się wydaje, że coś wiedzą o ich świecie. A więc w ramach sympatii do gejów-pisarzy-piszących-o-gejach trafiłam na „Noc jest dziewicą”, króciutką powieść o blaskach i cieniach homoseksualizmu w Limie.
Prawdę mówiąc literatura iberoamerykańska to jakiś odległy krąg mych zainteresowań. Trochę czytałam Marqueza, trochę Borgesa i właściwie na tym poprzestałam. Jednak realizm magiczny zbyt mnie nie pociąga. U Bayly’ego też jest sporo realizmu, ale z magią ma on niewiele wspólnego. Jeśli dzieje się coś niezwykłego, to tylko z powodu nadmiaru środków odurzających. Gabriel – z pozoru człowiek sukcesu – gwiazda telewizyjna, ulubieniec tłumów, bożyszcze kobiet, a prywatnie (jak sam siebie określa) pół-gej, bo choć woli ponętne męskie pośladki, kształtnym dziewczęciem też nie wzgardzi. Mieszka w Limie, żyje z dnia na dzień w wygodnym apartamencie swych rodziców (co prawda trochę mu przeszkadza obecność matki – dewotki, ale, wiadomo, ideałów nie ma), a wieczorami imprezuje. Życie jak z bajki. Tylko z pozoru. Bo Gabriel w gruncie rzeczy jest niesamowicie samotny. Szuka miłości, przyjaciół, takich prawdziwych, a nie interesownych, którzy chcą uszczknąć trochę jego blichtru. Typowe problemy znanej osoby publicznej, w książce Bayly’ego są pomnożone przez kwestię orientacji seksualnej głównej postaci. Można się domyślić, że gej w Peru nie ma lekko i do swych skłonności lepiej mu się publicznie nie przyznawać.
Przewrotna książeczka. Czyta się ją bardzo dobrze, choć zaznaczam, że napisania jest specyficznym językiem. Bez dużych liter.
Może Cię również zainteresuje:
- „Filmy mojego życia” Alberto Fuguet 13/03/2009
- Do zobaczenia za kilka lat 09/08/2010










O, ja jestem wielka milosniczka realizmu magicznego, a Borges to moj „Bog” :) Natomiast literatura gejowska malo mnie pociaga, wiec pewnie po te powiesc nie siegne. Zabawna ma okladke, podoba mi sie :)
Chihiro, żeby nie było. Bardzo podobała mi się „Księga istot zmyślonych”, ale inne książki Borgesa, po które sięgałam tylko mnie rozczarowywały. Podobnie z Marquezem. Po „Sto lat samotności” same przeciętne książki.
A ja juz kiedyś
się natknełam na ta ksiązkę jednak tylko wirtualnie kiedy szukałam pozycji z literatury iberoameryńskiej.
Judytto polecam pod rozwagę ;) Oczywiście jeśli pociągają Cię „takie” klimaty. Pozdrawiam!
A mnie sie wlasnie „Ksiega istot zmyslonych” chyba najmniej podobala. Najbardziej cenie sobie „Fikcje” i „Kroniki Bustosa Domecqa” napisane razem z Casaresem. Ale to nie jest taka leciutka literatura, ale cos co chyba podoba sie tylko nudziarzom-snobom (czyli mi) :)
A poza „Sto lat samotnosci” uwielbialam jeszcze „Milosc w czasach zarazy” (za miesiac obejrze film!) i „Nie ma kto pisac do pulkownika”, no i pare opowiadan.
Kochana, jaki z ciebie nudziarzo-snob. Dziewczyno ;) Na pewno nie nudziara. A snob, hmmm… mój Luby twierdzi, że jestem snobką, bo nie piję taniej herbaty. Pozdrawiam!