„Człowiek z Petersburga” (aka „Człowiek z Sankt Petersburga”) Ken Follett

petersburg.jpg Szalona akcja, płomienny romans, niebezpieczna misja zmieniająca losy świata. Tak wydawca zachęca do przeczytania „Człowieka z Petersburga”. Mnie by tym nie przekonał, a sam opis skwituję krótkim: ha, ha, ha. Ale po kolei.

1914 rok. Earl Walden reprezentuje stronę brytyjską w rozmowach z (jeszcze) carską Rosją w sprawie wspólnego paktu na wypadek (wiszącej na horyzoncie) wojny. Rosjan reprezentuje Aleksy, na którego życie dybie nieustraszony anarchista Feliks. Tak prezentowałby się główny wątek sensacyjno szpiegowski, ale tak się składa, że earl ma również żonę, Rosjankę, którą w młodości z Feliksem łączył związek natury intymnej, ma również osiemnastoletnią córkę, która powoli wkracza do wielkiego świata i nieopacznie zaczyna interesować się sufrażystkami i innymi tematami, o których dbająca o swoją reputację młoda dama wiedzieć nie powinna. Ma także wspaniałą wiejską posiadłość, bywa na królewskim dworze, organizuje nudne przyjęcia. Jest arystokratą z krwi i kości, o czym Follett ani przez chwilę nie pozwala nam zapomnieć.

„Człowiek z Petersburga” to taki ni pies ni wydra, ani powieść sensacyjna ani romansidło w stylu retro. W gruncie rzeczy lubię Kena Folletta za książki, które można by nazwać thrillerami pisanymi z myślą o kobietach – czytelniczkach. Wątek szpiegowski nie jest pierwszoplanowy. To raczej motor napędzający intrygę, która dojrzewa w tempie dość opieszałym, skupiając się na (mało istotnych dla jej rozwoju) detalach. Follett z pietyzmem opisuje tło obyczajowe. Jak na powieść adresowaną raczej do mężczyzn, jest aż nazbyt w tym dokładny. Właśnie tak to wygląda w „Człowieku…”, w którym, wbrew zapewnieniom wydawcy (ale kto by wierzył tym wszystkim wykrzyknikom?) akcja nie rozwija się w szaleńczym tempie. Rozkręca się raczej dość ospale, ale za to bardzo dokładnie poznajemy ‘rozpasanie klasy próżniaczej’ na chwilę przed zawaleniem się jej wystudiowanego świata. Follett serwuje opisy przyjęć, różnych części damskiej garderoby (a także powodów ich noszenia), zwyczajów panujących na królewskim dworze, zebrań sufrażystek, a przy okazji, gdzieś w tle snuje intrygę szpiegowską. Dlatego „Człowiek z Petersburga” to taki ni pies nie wydra: ani dobra powieść obyczajowa, ani dobra sensacja. Można przeczytać, ale po co?

Swoją drogą na czas jakiś mam dosyć Anglików, arystokratów tudzież ich wydumanych problemów i zmieniam kontynent. Wynoszę się do Japonii :)

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Brytyjskie, Lekturki, Sensacyjne i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „„Człowiek z Petersburga” (aka „Człowiek z Sankt Petersburga”) Ken Follett

  1. andrey POLAND pisze:

    W pełni podzielam pogląd o „Człowieku…”, z tym, że na pewno nie żałuję poświęconego czasu na jej przeczytanie.
    P.S.
    Gratuluję świetnej recenzji!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>