Ogólnie jest to książka trudna w odbiorze. Czytałam kiedyś „Zwał” Sławomira Shuty (Paszport Polityki 2005) i szczerze w tym miejscu muszę wyznać, że lektura wymagała ode mnie wielkiego samozaparcia, głównie ze względu na warstwę językową, ale także dziwaczną, pierwszoosobową narrację. Z „Barbarą Radziwiłłówną…” jest podobnie, również pierwszoosobowa narracja, również stylizacje językowe (potoczna mowa człowieka prostego, niewykształconego). Stąd mój skromny wniosek, że Paszportem Polityki są nagradzane książki, które wyróżniają się nieprzystępną dla przeciętnego odbiorcy formą. Mają angażować do aktywnego czytania?
Oczywiście mając dokonać wyboru między „Barbarą Radziwiłłówną z Jaworzna Szczakowej” a „Zwałem”, bez dwóch zdań wybieram tą pierwszą. Najnowsza książka Witkowskiego wymęczyła mnie, ale i na swój sposób zachwyciła. To typ literatury, który należy dawkować po kawałeczku, powolutku, tymczasem ja popełniłam kardynalny błąd, biorąc „Barbarę…” z sobą w delegację. Tak więc ‘w nawiązaniu do posta na temat podróży’ – nie zabierajcie tej książki do pociągu. Czytanie wymaga skupienia, aby nie pogubić się w meandrach narracji snutej dość chaotycznie (z pozoru, bo gdy spojrzy się na książkę całościowo –wszystko jest na swoim miejscu). Narratorem i zarazem tytułową postacią jest Śląski „biznesmen” z czasów przełomu politycznego. Nazwać go biznesmenem to oczywiście określić go na wyrost, bo Barbara Radzwiłłówna jest typem polskiego cwaniaczka z pewną smykałką do interesów. Nie stroniącym od machlojek, drobnym kanciarz, który jednak ma na tyle sprytu i bystrości, aby z każdej sytuacji wyjść obroną ręką.
Michał Witkowski uczynił z Barbary znakomitego gawędziarza. Nasz cinkciarz i paser (który zyskał swoje niezwykłe pseudo ze względu na upodobanie do przymierzania biżuterii) snuje opowieść o kolejach swojej, mocno szemranej, biznesowej kariery, a że była ona ściśle związana z sytuacją społeczno- polityczną, a w Polsce działo się wiele, w tle przesuwają się obrazki z późnego PRLu, czasów transformacji i późniejszego kapitalizmu. I tu dochodzę do kwestii, za którą bardzo cenię pisarstwo Witkowskiego – za umiejętność opisywania czasów minionych, świata który odszedł: bez upiększeń, z brutalną prawdą i nutką liryzmu za tym co minione. Kazimiera Szczuka nazwała kiedyś „Lubiewo” ‘gejowskim Panem Tadeuszem’ i jakkolwiek ekscentrycznie to nie brzmi, trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. „Lubiewo” opowiadało o środowisku homoseksualistów czasów komunizmu. PRLowskie cioty nijak się mają do współczesnych gejów. Podobnie rzecz się ma z „Barbarą Radziwiłłówną…”, Witowski ustami swego bohatera opowiada o rzeczywistości wymyślonej, absurdalnej i groteskowej, jak czasy w których jest umiejscowiona. I robi to z pewną nutką liryzmu, sympatii dla ‘starych, dobrych czasów’, które już nie powrócą.
Polecam, z zastrzeżeniem, że łatwo nie będzie.
Może Cię również zainteresuje:
- „Widma w mieście Breslau” Marek Krajewski 02/11/2007
- „Dziewczyna z zapałkami” Anna Janko 04/03/2009
- „Lala” Jacek Dehnel 06/01/2009
- Płakałam 22/09/2010
- Portret Polaka czasów niewoli 16/04/2010
- „Piaskowa góra” Joanna Bator 24/02/2009
- “Julita i huśtawki” Hanna Kowalewska 09/10/2007










Ja chciałam czytać Radziwiłłównę na wykładach i po jakiś 15min zdałam sobie sprawę, że to jakiś bełkot słów, ale gdy w domu przysiadłam zmieniłam zdanie. To dość ciekawa historia, ale także mnie dość wymęczyła.
Niestety,żyłam w czasach PRL i okres ten,mimo mojej młodości wówczas jawi się jak życie w niewoli i kompletnych braków wszystkiego,czego człowiek potrzebował do życia.Lubię życie obecne a książek z tamtego okresu nie cierpię.Wolę historię starożytną albo science -fiction.Mam wrażenie po przeczytaniu recenzji nie tylko tej książki,że autorzy pisząc silą się na artyzm.
Co do „Barbary Radziwiłłówny” Lesławo faktycznie coś jest na rzeczy z tym sileniem się na artyzm.