Myślała, że uda jej się przetrwać piątkowy ranek bez kawy. Niestety myliła się. Ale oczywiście nie o tym miało być, a o najnowszym filmie Anga Lee, który w moim odczuciu powinien nosić tytuł „Ostrożnie, nuda”. I mówię to ja, obrończyni i wielbicielka kinematografii Dalekiego Wschodu, miłośniczka stylowych melodramatów. Być może wgapianie się w monitor przez 8 godzin dziennie odmóżdżyło mnie do tego stopnia, że kino z gatunku kontemplacyjnego przestało mi się podobać.
Co do samego Anga Lee, to przyznać muszę, że jest reżyserem niejednoznacznym i bardzo oryginalnym. Do tego festiwalowym pupilkiem, dwukrotnie nagrodzonym Złotym Lwem w Wencji. Bardzo cenię go za „Burzę lodową”, lubię za „Rozważną i romantyczną” (którą mogę oglądać w kółko), nie podobało mi się natomiast ani „Przyczajony tygrys, ukryty smok”, ani tym bardziej „Tajemnica Brokeback Mountain”. W ogóle stwierdzam, że sposób w jaki opowiada o miłości kompletnie do mnie nie przemawia.
„Ostrożnie, pożądanie” jest kolejną wariacją Anga Lee na temat melodramatu. Tym razem w stylu retro. Akcję osadzono w Szanghaju lat trzydziestych. Trwa japońska okupacja, z którą nie chce się pogodzić grupka zaprzyjaźnionych studentów. Knują więc spisek, którego celem jest likwidację pana Yee, ważnej persony w marionetkowym rządzie. W tym celu jedna z dziewcząt ma go uwieść. Pana Yee gra Tony Leung, jeden z moich ulubionych aktorów w czasach wczesno studenckich. Niestety już nie tak przystojny, jak w „Chungking Express”, teraz to raczej lekko podstarzały lowelas.
Przez dwie godziny obserwujemy wzajemne zaloty, drobne gesty, gierki i podchody. Poza tym de facto nic się nie dzieje. Nic. Akcja toczy się niezwykle leniwie, moim zdaniem zbyt leniwie. Rumieńców nabiera dopiero na ostatnie pól godziny. Finał jest wspaniały. Nie powstydziłby się go żaden klasyczny melodramat. Tyle, że gdybym nie siedziała w kinie do finału bym nie dotrwała. Mało mnie interesowało czy spiskowcy dopną swego. „Ostrożnie, pożądanie” to film, który pozostawił mnie zupełnie obojętną.
Może Cię również zainteresuje:
- „Angel” (2007) reż. François Ozon 25/01/2009










Anga Lee lubię. Wszystkie filmy, które wymieniłaś także „Tajemnice…”. Jedynie „Przyczajony…” to jakby nie moja bajka. Na jego ostatni film bardzo się cieszyłam: nie dość, że to Ang, to jeszcze i Szanghaj, i to w latach trzydziestych! No trzy składniki, które wydawałby się gwarantują sukces.A tu patrzcie Państwo…
W dzisiejszej GW jest obszerny artykuł na temat filmu i książki, ale na razie daruję sobie jego czytanie, bo często recenzenci mają tendencję do opowiadania od A do Z, o treści filmu. Zwłaszcza Szczerba uwielbiał zdradzać zakończenia.Nie znosiłam go za to :(( Artykuł więc wytnę i zachowam.Do czasu obejrzenia filmu.
P.S.A apropos GW: jest dzisiaj fajny artykuł o „Strachu”. Ten już przeczytałam:)
Ale wiesz Inbalnco, na mój odbiór „Ostrożnie, pożądanie” mógł wpłynąć brak odpowiedniego nastroju, bo to jest kino bardzo emocjonalne, pełne niuansików. Nic na to nie pocznę, że jakoś do mnie on nie dotarł, a założę się, że GW peany na cześć stworzyło. O zgrozo, czyżbym upodabniała się do przeciętnego widza kinowego, które żre popcorn i mam papkę zamiast mózgownicy?
Toś się okrutnie podsumowała ;) I to tylko dlatego, że nie spodobał Ci się jeden film. Bezkompromisowa jesteś:)))
I nie wydaje mi się, żeby popcornojad wybrał sie na Anga Lee. Może do kina tak, ale na reżysera już nie.
Pozdrawiam :)
Tez widzialam, podobal mi sie, ale bez zachwytow. Tzn. jest to dobry, klasycznie skonstruowany film, ale nie rusza az tak, jak mial poruszac. Nie nudzilam sie, ale nie powiem, bym ogladala z zapartym tchem.
Inblanco: To nie bezkompromisowoś, tylko pełne obawy spojrzenie w przyszłośc ;)
Chihiro: Zgadzam się z Tobą w 100%. „Ostrożnie, pożądanie” nie ogląda się z zapartym tchem. Nie jet to film tego kalibru co „Spragnieni miłości” Wong Kar Waia.
Ja też już widziałam ten film. Jak dla mnie było warto się na niego wybrać. Poruszyły mną emocje, które były ukazane w filmie. Hhe a co do „popcornojadów” ,że nie pójdą na taki film heh zgadzam się z tym w 100%
Jak dla mnie „Ostrożnie, pożądanie” właśnie ogląda się z zapartym tchem, a „Tajemnica Brokeback Mountain” przecież to był film wyjątkowy i kontrowersyjny jak dawno żaden inny. Podobnie jest z „Ostrożnie, pożądanie” moje emocje w czasie oglądania – ogromne. Odczuwałam wszystko bardzo intensywnie. Ja jestem tym filmem zachwycona
Sabino, Anno – powiem krótko: fajnie, że kogoś poruszyły oba filmy. Szkoda, że nie mnie.
Cos z tym filmem bylo nie tak…usnalem.
„ostrożnie, pożądanie” jest piękną ekranizacją/ przesycony erotyzmem, intrygą/ kontrowersyjny
świetna obsada, cudowna muzyka Desplata, piękne zdjecia Rodrigeza, w których uwypukla najdrobniejsze szczególy- coś pięknego
Bardzo dobry film
Bravo dla Anga Lee, oby tak dalej
Mnie się też film podobałm, ale bez fajerwerków. O wiele większe wrażenie zrobiło dla mnie „Non ti muovere” (Namiętność) Film był z Penelope Cruz. I na podstawie książki M. Mazzantini (pewnie okaleczyłam jej nazwisko..przepraszam). Wiem, że film jakby z innej bajki, ale też opwoaida o miłości zakazenej.
Aśka :) Widziałam ten film, o którym piszesz. Jest wspaniały. Kiczowato-sentymentalno-grafomański, ale wspaniały. Jestem pełna podziwu dla Sergio Castellitto, który gra główną rolę i reżyseruje. Bozie jaki on przystojny… :)
Tak!!! :) (to euforyczne ‘tak’ to w temacie Sergio oczywiście ;))
Ten film po prostu mnie wzrusza, a „Ostrożnie, pożadanie” jakoś nie był w stanie wywołać głębszych emocji. Już bardziej „Brokeback Mountain.”
p.s. fajna jest ta Twoja stronka
A dziękuję, dziękuję :) Zachęcam do częstych odwiedzin :)
Ech… Namiętność to male piwo ;)
Mnie za KAŻDYM RAZEM rozkładają Wichrowe Wzgórza :)