Książka w podróży (wyznanie neurotyka)
Bardzo lubię przemieszczanie się koleją. Oczywiście moje ‘uwielbienie’ posiada pewne granice (ostatnio zdecydowanie za dużo czasu spędzałam w tym radosnym przybytku). Podobnie jak Milan Kundera uważam, że pociągi są bardzo erotyczne, poza tym podróże nimi są dobrym pretekstem do czytania książek. Tyle, że… no właśnie pomimo mojego całego uwielbienia do podróżowania pociągiem, zazwyczaj gdy już do niego wsiądę i mam w perspektywie 6 godzin jazdy (tyle zajmuje jazda w moje rodzinne strony) – nie, nie skaczę z radości, że mam sześć godzin na czytanie, a jedyne na co mam ochotę – to wysiąść z pociągu. Wszystko nudzi mi się wyjątkowo szybko. Także książki, nawet jeśli w normalnych warunkach lektura sprawia mi przyjemność, w pociągu zaczyna męczyć. Było może z 10 książek, od których nie mogłam się oderwać w trakcie podróży (a kursuje na tej trasie już ponad 5 lat). Wciągnęła mnie „Platforma” i „Cząstki elementarne” Michel Houellebecqa, „Ring” Koji Suzukiego (ciarki mi przechodziły po grzbiecie, ot co), „Nieznośna lekkość bytu” Kundery i oczywiście „Kochanica Francuza” Johna Fowlesa. To były powieści, które na tyle mnie zelektryzowały, że nie tylko nie mogłam się od nich oderwać, ale również zapomniałam o całym bożym świecie, włącznie z ciasnotą i nie za ciekawym towarzystwem w przedziale (bo nigdy nie wiesz na kogo trafisz, a z racji sporego kolejowego stażu, o współtowarzyszach podróży mogę napisać całkiem sporo). Dlatego w podróż zwykłam zabierać z sobą całą górę różnych dostarczycieli rozrywki: naręcze gazet, książkę (lub lepiej dwie, tak na wszelkie wypadek), mp3kownik, sudoku, laptopa z dyskiem pełnym filmów (choć nie zawsze chce mi się go z sobą taszczyć, bo to jednak kilka dodatkowych kilogramów więcej do noszenia i pilnowania). A i tak zazwyczaj podróż mocno mi się dłuży. Bywa.
Jak wynika z powyższego wybór książki, która zabiorę z sobą w podróż to trudna i odpowiedzialna decyzja. A z moją pokręconą osobowością i uwielbieniem do planowania – urasta do ważnej kwestii. Bo przecież jeśli (tfu, tfu, tfu) książka okaże się niewypałem, będę cierpieć przez pół dnia. Więc dobrze byłoby sprawdzić przed wyjazdem co ta książka warta, ale z drugiej strony napoczynać? To jak wziąć w podróż nadgryzioną kanapkę. A jak mi się spodoba i przeczytam więcej niż powinnam i potem za szybko ją przeczytam i będę nudzić się z powodu braku zajęcia? Poza tym, wcale nie jest powiedziane, że jeśli coś mi się spodoba w domu, będzie mi się podobać w pociągu (tak, wiem, brzmi to wyjątkowo pokrętnie, ale ja mam właśnie taką pokrętną naturę). Osobną kwestię stanowi objętość książki. W wersji optymalnej lektura powinna mi wypełnić całą podróż w jedną lub obie strony. Nie może też być za ciężka. Torebka i bez niej jest dostatecznie ciężka (ciężka jest na co dzień, a co dopiero, gdy trzeba dopakować wikt i te ‘naręcza’ prasy).
Na koniec pozostawiłam kwestię najważniejszą: ciężar gatunkowy. Teoretycznie (podkreślam: teoretycznie) w podróży najlepiej sprawdzają się gatunki rozrywkowe: coś sensacyjnego, kryminał lub lekka powieść obyczajowa. I to jest moje podstawowe kryterium (wg którego wybrałam m.in. „Purpurowe rzeki” oraz „Dziewczynę, której jedno w głowie”), na którym się jednak kilkukrotnie przejechałam, bo to, że książka nie wymaga zaangażowania intelektualnego, nie oznacza, że nie okaże się nudnym gniotem. Prawdę mówiąc takie prawdopodobieństwo jest spore (w ten sposób zawiodłam się na „Agencji złamanych ser” Ireny Matuszkiewicz, której podziękowałam po stu stronach). Z drugiej strony większość tych najlepszych lektur z pociągu to powieści dużego kalibru, trudne i wymagające skupienia. Czyli jestem w kropce? Co wybrać? Zdać się na intuicję? Zagrać w marynarza? A Wy czym się kierujecie wybierając książki do czytania w podróży?
Może Cię również zainteresuje:
- Ups… Ten post jest jedyny w swym rodzaju ;-)









Masz rakcje-wybór ksiażki na czas podrózy czy na wakacje to wazna decyzja. Bo mozesz zorbić sobie „kuku” na ładnych pare godzin czy nawet dni. Zwykel wybieram cos w miekkich okladkach, w formacie A5-to wymogi co do formy;). na szczescie sporo jest teraz wydawnictw tzw „kieszonkowych”. treśc natomiast- nie moze byc zbyt skomplikowana, zeby nie gubic watku przy kazdym sprawdzaniu biletów czy przybyciu nowego pasazera do przedziału.Moim zdaniem swietnie na lekture „podrózną” nadaje sie A. Christie, A. Nothomb, J. Harris. Na forum ksiazka był kiedys taki fajny watek o lekturach do pociagu i samolotu, sporo tytułów mozna było tam znależc.
Peek-a-boo ja mam do wydań kieszonkowych stosunek ambiwalentny, bo niby tanie i poręczne i faktycznie kieszonkowe, ale z drugiej strony większość z nich ma tak mikroskopijną czcioneczkę, że mi (jako krótkowidzowi) odbiera to przyjemność czytania :(
Tak, pociągi są erotyczne cos sobie przypominam z dawnych lat..
Wspomnienia.
Ale ostatnio tego lata też tak podróżowałam min. pamiętam że czytałam wtedy Mankella.
Wiesz, wtedy zabieram 2 książki jak mam jechać koleją zwłaszcza jeśli nie jestem pewna że ta pierwsza mi spasuje.
Z drugiejs strony lubię obserwować ludzi i co ciekawsze kąski.
Z dwiema książkami to dobry patent, ale z drugiej strony trzeba to potem dźwigać (tragarz by się przydał). Już i tak się ze mnie w rodzinie śmieją, że jeżdżę z walizką książek.
Ja zawsze „napoczynam” książkę, którą biorę do pociągu. Za bardzo boję się sytuacji, że wytypowana powieść mogłaby okazać się nudna. Wybieram zazwyczaj kryminały. I najlepiej w miękkiej okładce, ale w tym gatunku to na szczęście wciąż jeszcze standard.
Świetnie sprawdzają się audiobooki. Lekkie i można napakować do empe3 nawet najgrubszą powieść, nie narażając się przy tym na asymetryczne przedłużenie jednego ramienia (tego od torby:)
Do tego odcinasz się od rozpraszających dźwięków wokół. W zasadzie raj…
;)
Muszę poważnie pomyśleć o zaopatrzeniu się w audiobooki :)
Ja zawsze planuję zabrać tylko jedną książkę, a potem albo zabieram dwie, albo w ostatniej chwili panikuję na dworcu i biegnę do księgarni dworcowej coś kupić;)
Hihi widzę, że nie tylko ja ‘schizuję’ na punkcie doboru książki.
Najbardziej z podrozy lubie chyba podroze pociagami :) Ale mnie tez ksiazki nudza sie szybko w podrozy, chocby nie wiem, jak ekscytujace byly. Najgorzej jest w samolotach, zwlaszcza na dlugich lotach, no i dochodzi jeszcze nuda na lotniskach. Nie lubie byc przymuszana do czytania :(
Jako nastolatka na wakacje zawsze zabieralam mase ksiazek, w tym kilka kryminalow Agathy Christie, swietnie sprawdzaly sie w samolotach. A do ksiazek pociagowych zaliczylabym taka fajna humorystyczna, ktora wlasnie zaczelam „Two Jews on a train” (bedzie u mnie recenzja, jak ja skoncze, ale czytam z Guciem na glos, wiec w wolnym tempie).
Chihiro jesteś genialna :) Serio! Właśnie odpowiedziałaś na nurtującą mnie od dawna kwestię, czemu czytanie tak męczy (i, nie bójmy się tego słowa, nudzi) w pociągu. Chodzi właśnie o tą sytuację przymusu, świadomość, że jeśli nie zacznę czytać to umrę z nudów. Ech, musieć, a chcieć robi ogromną różnicę. Pozdrawiam
Pozostaw swoj komentarz.
Lekturki są też tu
Lekturki na wynos
Rysunek © Zosia Frankowska
Tagi
W torebce
"Loteria" Shirley Jackson
oraz
"Gypsy Masala" Preethi Nair
Zajrzyj
Kategorie wpisów
Archiwum
Książka miesiąca
Luty: "Betonowy ogród" Ian McEwan
Marzec: "Sztywniak" Mary Roach
Kwiecień: "Spokojne niedzielne popołudnie" Hanna Krall oraz "Podejrzenia pana Whichera" Kate Summerscale
Maj "Dowody na istnienie" Hanna Krall
Czerwiec "Zagubieni" Daniel Mendelsohn
Lipiec "Moje życie we Francji" Julia Child
Ostatnie posty
Najnowsze komentarze
Najczęściej czytane