Ostatni tydzień nie sprzyjał czytaniu. W autobusach tłok, w domu absorbująca obecność gości, a od kiedy Luby mi zrobił downgrade i raz na zawsze pozbyłam się przeklętej Visty na rzecz niezawodnego Windows XP, od nowa odkrywam przyjemność surfowania po sieci. Po drodze jeszcze przytrafiło się składanie słynnej komody (dwa wieczory; uczestniczyłam w tym tylko duchowo, bo ja mam dwie lewe ręce do takich sportów), a następnie wypełnianie jej przepastnych szuflad (bo komoda po skręceniu okazała się wielkim kawałkiem mebla). Krótko mówiąc czytanie (niestety) zeszło na dalszy plan. Chwilowo. Wczoraj się zmobilizowałam i skończyłam „Elegancję”.
Książka Tessaro to ‘dwa w jednym’: babskie czytadło i użyteczny poradnik na temat zasad dobierania strojów. Poza tym autorka wbija kilka szpilek w wizerunek Anglików, za ich chłód, zdystansowanie, upodobanie do elitaryzmu i… miłość do psów. Bohaterka powieści, pogrążona w marazmie codzienności trzydziestoletnia Louise, pod wpływem pożółkłego kompendium wiedzy na temat elegancji dokonuje rewolucyjnych zmian nie tylko w swojej garderobie, ale również w życiu. I, bynajmniej, autorka nie twierdzi, że odpowiedni strój jest kluczem do szczęścia, ale udowadnia, że może okazać się pomocny. „Elegancja” nie jest więc książką zachęcającą do pielęgnowania w sobie ziarenka próżności, to raczej książka-inspiracja, która mówi: popracuj nad swoim wyglądem, a od razu poczujesz się lepiej.
Perypetie Louise skłoniły mnie ku kilku osobistym refleksjom na temat odzieżowych gaf, które mogą się przydarzyć każdej kobiecie. Przytrafiły się również mnie, co wspominam z lekkim rumieńcem zawstydzenia. Prawdę mówiąc wątpię czy bym ich uniknęła, nawet mając pod ręką wyrocznie w sprawach odzieżowego dobrego smaku. Poza tym klasyczna elegancja wymaga grubego portfela i dużej ilości wyrzeczeń. Bo, jak twierdzi Kathleen Tessaro, lepiej obciąć wydatki na jedzenie niż chodzić w tanich butach.
Może Cię również zainteresuje:
- „Pełnia księżyca” P.G. Wodehouse 13/04/2009
- „Zapiski z małej wyspy” Bill Bryson 23/03/2009
- „Pod Anodynowym Naszyjnikiem” Martha Grimes 05/08/2009
- „Małomówność lady Anny” Saki 05/02/2008
- Kretyni z UK 12/05/2010
- „Rebeka” Daphne du Maurier 06/01/2008
- Gorączka detektywistyczna 29/04/2010










A jakie mialas odziezowe gafy? Tak z ciekawosci pytam :) I o jakich autorka pisze?
Autorka zaczyna od opisu jednej, wielkiej odzieżowej wpadki, kiedy to bohaterka, na wernisaż wystawy zdjęć przedstawiających znienawidzoną teściową z czasów młodości, ubrała się w za ciasną sukienkę i schodzone buty, w efekcie czego jedna z psiapsiółek teściowej pogratulowała jej ciąży (w której Lousie oczywiście nie była). Opis sfatygowanego obuwia podziałał na mnie jak Proustowska magdalenka i przypomniałam sobie jedną z licealnych wizyt w Operze Narodowej, kiedy to miałam na sobie elegancką sukienkę i… buty, które (delikatnie rzecz ujmując) za eleganckie uchodzić nie mogły. I co prawda nikt nie podejrzewał mnie o ciążę, ale i tak do dziś wspominam ten incydent z pewnym zażenowaniem. Więcej opisywać nie będę ;)
Ach, z tymi butami to powazna sprawa, ale bylo, minelo, juz nie musisz sie przejmowac :) Slyszalam kiedys nawet taki nieladny dowcip: Po czym poznac Polke za granica? Po czarnych butach – bo pasuja do wszystkiego. Mnie sie zdarza nosic dosc sfatygowane buty i brudne tenisowki (taka moda i nie chce mi sie prac tenisowek po kazdym wyjsciu).
No wiesz, człowiek był młody i głupi ;) Teraz już bym (raczej) takiego błędu nie popełniła.
Chętnie bym się zapoznała z poradami Tessaro, chociaż z moim chudym portfelem może to być frustrujące. A że ubranie ma wpływ nie tylko na wygląd, ale i samopoczucie przekonały mnie Trinny i Susannah z BBC. Polecam też książkową wersję „Jak się nie ubierać” – bardzo praktyczne wskazówki.
Uwielbiam Trinny i Susannah :) Serio, serio.