Czyli na co Zosik sobie ostrzy ząbki zaraz po zniesieniu embarga na kupowanie książek.

Po pierwsze: nowy Wiktor Pielewin. Jego poprzednia powieść – „Święta księga wilkołaka” – należy do ścisłej grupa moich najukochańszych książek. Pielewin jest świetnym obserwatorem rosyjskiej rzeczywistości, z prawdziwym upodobaniem nurza się w kulturze popularnej, a że przy okazji jest niezwykle inteligentną bestią i mistrzem ironii stosowanej – literackie efekty są zaskakujące. Dlatego niecierpliwie czekam na „Empire V”, powieść o nieudaczniku, który poprzez prasowe ogłoszenie trafia do bractwa wampirów.
Po drugie: „Pokuta” Iana McEwana. Film mi się podobał, mam nadzieję, że literacki pierwowzór również.
Po trzecie: Edurardo Mendoza powraca. Tym razem, jak wynika z informacji wydawniczych, nie będzie na śmiesznie, ale na gorzko. Hiszpański pisarz dotąd kojarzył mi się z arcyzabawną trylogią o niewydarzonym, samozwańczym detektywie. Między innymi przez nią ledwo, ledwo zdałam egzamin z prawa autorskiego, bo zamiast słuchać Pani prowadzącej, ja w kącie usiłowałam tłumić parsknięcia śmiechu. Tym czasem „Maurico, czyli prawybory” ma być: Niewesołą opowieścią o miłości i polityce. Cóż – poczytamy, zobaczymy.
Po czwarte: nowa powieść Marthy Grimes. Wciąż nie przeczytałam dwóch tomów przygód Emmy Graham (zaległości w czytaniu, ZALEGŁOŚCI W CZYTANIU…), ale już doczekać się nie mogę „Pod Huncwotem” – debiutu pisarki. Zapowiada się smakowicie:
Mieszkańcy małego, cichego Long Piddleton w hrabstwie Northamptonshire w środkowej Anglii zawsze obawiali się przybyszów. Pewnego razu ich spokój został poważnie zakłócony, a miasteczko pogrążyło się w paraliżującym strachu. Dwa miejscowe puby stały się bowiem sceną okrutnych morderstw. Przed wejściem do „Pod Jackiem i Młotem” ktoś powiesił mężczyznę, a „Pod Huncwotem” znaleziono trupa z głową wciśniętą do beczki piwa. Kim jest zabójca? Jak bardzo jest szalony i skąd przybył?
Po piąte: „Stambuł. Wspomnienia i miasto” Orhan Pamuk. Ksiązki Noblisty 2006 wciąż stoją na półce i czekają na swój czas, ale od kiedy obejrzałam „Głową w mur” Fatiha Akina Stambuł znalazł się na mojej liście miast, które muszę zobaczyć. A skoro, póki co, nie ma widoków na to, bym udać się tam miała, muszę zadowolić się literackim przewodnikiem.
Może Cię również zainteresuje:
- Od a do zet, czyli wszystko 12/03/2011
- Lato z kryminałem 2008 05/07/2008
- Najlepsze 03/01/2011










Czytalam „Stambul”, po angielsku. Bardzo dobrze sie czyta, ale miejscami troche przynudza i jak sie nie zna miasta, to malo zostaje w pamieci. Bylam w Stambule tylko raz, 4 lata temu i nie pamietam wszystkich miejsc i nazw (zreszta nie wszystko zwiedzilam). Trzeba ten literacki przewodnik czytac powoli, wolno (a nawet powinno sie, by nie miec przesytu tym miastem) przeplatac go innymi ksiazkami, wtedy przyjemnosc z czytania wieksza :)
Tak zrobię :)
o nowej książce Mendozy, to dzięki za info. Też uwielbiam jego cykl o detektywie;) pewne wakacje nieodłącznie z tym cyklem kojarzyć mi się będą;)
Bardzo mi brakuje takich książek jak trylogia Mendozy. Bardzo śmiesznych, inteligentnie napisanych. Trochę w tym stylu jest „Najlepsze, co może przydarzyć się rogalikowi” Pablo Tusset.
Nie czytałam Stambułu, ale w nim byłam ;)
Zosik, to miasto jest magiczne. Musisz tam pojechać!
Mendoza to dla mnie beznadzieja.
Ale Grimes mnie ucieszyła. I wiesz, że ma być jeszcze jedna jej książka w tym roku? We wrześniu.
Ma też być nowa Marinina i nowy Mankell.
Mówisz, że magiczne :) Tak czułam, że coś w nim musi być.
Magiczne. Gdy zastanawiamy się z mężem, gdzie byśmy chcieli kiedyś wrócić (w Europie) to zawsze pada – Stambuł. Magiczne, egzotyczne i bardzo przyjazne.