„Alibrandi szuka siebie” Melina Marchetta

Dzisiejszy dzień sponsorowany jest przez mojego niechciejolenia do pracy tudzież myślenia. Ranyyy jaka ja śpiąca i wymięta. I te niecałe pięć godzin, które zostało do błogiego, weekendowego leniuchowania jawi mi się jako najdłuższe pięć godzin w życiu. Dobrze, że mam mojego blogaska i mogę sobie bezkarnie marudzić. Ale nie o tym miało być.

alibrandi.jpg Miało być o „Alibrandi szuka siebie”, trzeciej przeczytanej w tym roku książce, która miała być oddechem po trudach lektury „Głową o mur Kremla”. Szczerze mówiąc nic nadzwyczajnego, albo ja jestem zbyt stara na takie młodzieżowe powiastki.

Siedemnastoletnia Josie mieszka z niezamężną matką, chodzi do elitarnego liceum i nie cierpi swojej babci. Acha z pochodzenia jest Włoszką i bardzo nie lubi, gdy ktoś nazywa ją makaroniarą. Niestety w snobistycznej szkole zdarza się to dość często. Klasa maturalna to czas nie tylko usilnego dumania nad tym jak pokierować swoją przyszłością, ale również czas pierwszych namiętności i odkrywania siebie. Pewnego dnia w życiu Josie pojawi się, nieznany dotąd, ojciec, a spotkanie to staje się początkiem wielkich zmian w życiu pyskatej bohaterki.

Powieść Meliny Marchetty była bestsellerem w Australii. Mnie jakoś specjalnie nie przypadła do gustu (może to wina przekładu?), w odróżnieniu od sympatycznej adaptacji. Filmowa Josie w interpretacji Pii Mirandy ma mnóstwo wdzięku, ale i tupetu. Kawałek przyjemnego kina :)

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Antypody, Kobiece, Lekturki i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>