
Piątka bohaterów. Senne, górskie miasteczko. Nieszczęśliwy wypadek. Tak zaczyna się drugi pełnometrażowy film Toma Tykwera: opowieści o szukaniu miłości, zemsty i miejsca w życiu.
Laura i Rebecca mieszkają wspólnie w drewnianym domku, do Rebeki przyjeżdża jej (chorobliwie zazdrosny) chłopak Marco. Przyjeżdża nowym samochodem, który ktoś kradnie sprzed chatki. Tym kimś jest Rene – cierpiący na zaburzenia pamięci introwertyczny pracownik kina, który wracając z popijawy postanowił się przejechać. W tym samym czasie Theo wyrusza ze swego gospodarstwa z chorym koniem. Nie wie, że w przyczepie schowała się jego mała córeczka. Samochód uprowadzony przez Rene wpada w poślizg i zakopuje się w zaspie. Koniowóz Theo się przewraca. Theo zapamiętuje tylko dziwny znaczek na głowie Rene. Jego córką w stanie krytycznym zajmuje się w szpitalu Laura, która po godzinach występuje w amatorskim teatrze. Tam poznaje Rene.
„Zimowy sen” to przykład misternie ukutej intrygi. Bardzo trudno jest napisać klarowny scenariusz rozpisany na piątkę równoznacznych postaci, które wciąż depczą sobie po piętach, wciąż się mijają. Tykwerowi się to udało, nad filmem unosi się duch Roberta Altmana mistrza wieloosobowych fabuł. Polecam ten wczesny film reżysera „Pachnidła” i „Biegnij Lola, biegnij”, bo jest to kawałek bardzo dobrego kina. Dojrzałego, niepokojącego i niejednoznacznego.
Może Cię również zainteresuje:
- „Transsiberian” (2008) reż. Brad Anderson 24/11/2008









