Powiem szczerze: podobało mi się średnio. Najsłabsza powieść gotycka z jaką miałam do czynienia. Rozumiem, że to powiastka – protoplastka gatunku, ale hmmm… Mam kilka zastrzeżeń.
Po pierwsze jest zdecydowanie za krótko. Ma ledwo ponad sto stron, a akcja rozgrywa się właściwie w ciągu jednej doby. Wszystkie wątki są przez to potraktowane ogólnikowo i skrótowo, daleko im do pełnokrwistości tych u M.G. Lewisa czy Ann Radcliffe. W ogóle „Zamczysko w Otranto” to bardziej zadatek na niezłą gotycką prozę, posługując się filmoznawczą nomenklaturą – to jest to coś w stylu zwiastuna kinowego. Tyle, że właściwy film nigdy nie powstał. A szkoda, bo powiastka ma dość frapującą fabułę.
Zaczyna się obiecująco:
Manfred, książę na Otranto, miał dwoje potomstwa: syna i osiemnastoletnią córkę Matyldę, najpiękniejszą z dziewic. Syn Konrad, młodszy o lat trzy, nieurodziwy i wątły, a i usposobieniem większych nadziei nie rokujący, był jednak ulubieńcem rodzica, który żadnych oznak przywiązania nie okazywał Matyldzie.
Manfred, schwarz charakter tej opowieści, postanawia wyswatać swego jedynego syna z nadobną (a jakże!) Izabelą, aby móc przedłużyć swój wymierający ród. Jednak w dniu ślubu wynikają pewne nieprzewidziane okoliczności, które uniemożliwiają małżeńską konsumpcję. Otóż na cherlawego (aż chce się powiedzieć… niedorobionego) Konrada spada… gigantyczny szyszak (sic!). Oczywiście biedak tego spotkania nie przeżywa. Manfred się wścieka, całą siłą złości jaką można oddać przy pomocy literackiego opisu. Jest rozjuszony i zdesperowany. Ród musi mieć męskiego kontynuatora, więc dziedzic wpada na iście szatański plan [przypominam, że książka została napisana w drugiej połowie XVIII wieku]: rozwiedzie się ze swą cnotliwą (ale niepłodną, co z lubością jej w kółko wytyka) małżonką Hipolitą, a sam (choćby zaraz) poślubi Izabelę. Dalej streszczać nie będę (a dokonałam bardzo oględnego opisu zaledwie kilkunastu pierwszych stron), bo to nie ma sensu. Sama się pogubiłam w nadmiarze wątków. Serio. Walpole musiał się świetnie bawić pisząc „Zamczysko w Otranto”, praca twórcza tak go zaangażowała, że nakręcił, namodził, nawymyślał, szkoda tylko, że na tak niewielkiej powierzchni. Dość powiedzieć, że koligacje rodzinne zmieniają się kilkukrotnie i im bliżej końca tym trudniej zorientować się kto z czyjego łona, a kto z kim spokrewniony, a kto z kim związek małżeński chce zawrzeć.
Szkoda mi trochę „Zamczyska…”. Niby ten sam grafomański kicz, niby ta sama kwiecista pisanina (Zosia nie odmówi sobie, ani swym szanownym czytaczom przyjemności posmakowania garstki emfatycznych fragmentów), niby powinno mi się, podobać, a podobało się średnio. Szkoda.
(…) Pragnął dowiedzieć się, skąd przybył herold, który tak bez ogródek podał w wątpliwość tytuł Manfreda, ale musiał wracać do klasztoru, nim Izabela konwent opuści, aby nie przypisano mu ucieczki dziewicy. Szedł więc ku klasztornej furcie posępny i pełen niepewności jak postąpić. [ach te romantyczne dylematy :P]
Tylko człowiek jak Manfred nieustraszony mógł nie omdleć wobec tylu okoliczności wyraźnie złowieszczy los zapowiadających. Duma jednak w obecności obcych nie pozwoliła mu słabości okazać.
- Bluźnierczy książę! – (…) – Przy ołtarzu świętym śmiesz obrażać sługę ołtarza tego! Miej się na baczności, Manfredzie, bezbożne twe zamysły nie są już tajemnicą. Znają je Niebiosa i ta pani cnotliwa. Nie zżymaj się książę. Kościół drwi z twych pogróżek (…).
Może Cię również zainteresuje:
- „Italczyk” Ann Radcliffe 02/12/2007
- „Krynolinę zostaw w Kairze” Barbara Hodgson 08/10/2009
- „Opowieści niesamowite z życiorysów sławnych ludzi i pamiętników polskich zaczerpnięte” Bogna Wernichowska 01/09/2009
- Mój dom moją twierdzą 18/06/2010
- „Panie z Cranford” Elizabeth Gaskell 28/03/2008
- „Trąbka do słuchania” Leonora Carrington 31/10/2009
- „Tak kochali Galicjanie” Bogna Wernichowska 14/07/2009










Cudowny! (Blog oczywiście!) Odżyłam i będę teraz czerpać z niego inspiracje, czego i innym życzę. A Tobie inspirowania jak największego grona czytelników :) Uściski.
Ależ moja droga mam nadzieję, że faktycznie odżyjesz :)
Z powieści gotyckich tych wczesnych) chyba najbardziej podoba mi się jednak „mnich” Zamczysko wiadomo, groteskowe… ale ostatecznie to miała być literatura jarmarczna, więc jest to taka pozycja, której niesposób oceniać wyjmując spoza kontekstu. Bo poza nim zdecydowanie się nie broni. Ale ma swój urok. Do teraz zapamiętałem nastrój posępnego zamczyska i bohaterów snujących się po lochach, jaskiniach i bezdrożach, oczywiście w nocy i w deszczu…
Werth „Mnich” to klasa sama w sobie. To była moja lektura na pierwszym roku studiów i czytałam z taaaaakimi wypiekami na twarzy. Zresztą ta naiwność powieści gotyckich daje mi mnóstwo uciechy. Świetna rozrywka :)
Ja mam pytanie^^ przeczytałam jeden rozdział po angielsku ale szczerze mówiąc prawie nic nie zrozumiałam… Czy ty kupiłaś książke po polsku czy wypożyczyłaś może ściągnęłaś z neta?
prosze dpisz jak najszybciej^^
pozdrawiam^^
Miyabi czytałam dokładnie to wydanie, które widać na obrazku (stare z Wyd. Literackiego). Kupiłam je wieki temu w jakimś antykwariacie.
dzięki^^ a wisz może czy nadal można ją kupić?
Miyabi w księgarniach na pewno nie, ale jest dostępne na allegro, o tu:
http://www.allegro.pl/search.php?string=zamczysko+w+otranto&buy=0&new=0&pay=0&vat_inv=0&personal_rec=0
Dziękuje^^
O, „Zamczysko”! Gratuluję recenzji, przypomniała mi ona zamierzchłe czasy, gdy śledziłam dramatyczną ucieczkę Izabeli. Mnie też książka podobała się średnio. Cóż, taka specyfika.
Ja wolę M.G. Lewisa i Ann Radcliffe, a Twój komentarz przypomniał mi, że mam jeszcze do przeczytania „Tajemnicę zamku Udolpho”
Zgadzam się bez zastrzeżeń. Za „Mnicha” zabrałam się po próbnej maturze – od deski do deski, na jednym posiedzeniu. Co do „Tajemnic zamku Udolpho”: zachęcam, w klimacie podobna do „Italczyka”. Chętnie przeczytałabym Twoją recenzję tej książki („Mnicha” też).
Wiesz może czy w tej książce są motywy wampirystyczne?
Szukam czegoś co by mi się przydało do matury wewnętrznej