O tym, że sięgnęłam po „Panny z Wilka” zadecydował czysty przypadek. Jakiś czas po ustaleniu ostatecznego wyglądu listy wyzwaniowych lektur przypomniało mi się, że ktoś kiedyś uszczęśliwił mnie zbiorem opowiadań Jarosława Iwaszkiewicza, a ponieważ „Panny…” liczą sobie nieco ponad 50 stron, stwierdziłam: why not. I to była dobra decyzja, bo muszę z radością przyznać, że bardzo odpowiada mi sposób pisania Iwaszkiewicza. Taka niewymuszona prostota, znakomita odtrutka po kwiecistych powieściach gotyckich. A samo opowiadanie? Powiem tak – bardzo interesujące, tym bardziej, że do miłośników krótkich form prozatorskich nie należę.
Specyfika naszego czytelniczego wyzwania wymaga, abym skupiła się na tytułowych bohaterkach – piątce sióstr pochodzących z majątku Wilko, jednak ja odczytałam opowiadanko Iwaszkiewicza nie jako opowieść o kobietach i mężczyźnie, ale o uczuciach. O ich ulotności, delikatności i roli w życiu każdego człowieka. O tym jak trudno bez nich żyć, jak trudno o nich mówić, jak trudno uświadomić sobie ich istnienie.
Iwaszkiewicz postawił na kobiecą wielorakość, bowiem każda z Wilkowskich panien jest zupełnie inna, wyjątkowa. To trochę tak jak odmieniać słowo ‘kobieta’ przez przypadki. Bohaterki opowiadania nie mogłyby istnieć bez mężczyzny – tego jedynego, mitycznego, uwielbianego i podziwianego Wiktora Rubena, bardziej wytworu ich reminiscencji, niż realnej postaci. Bo „Panny z Wilka” to również opowieść o pamięci i sile wspomnień. Kontynuacja nigdy nie spisanej historii pewnego sennego lata, gdy do Wilka przybył skromny korepetytor. Każda z panien zapamiętała go inaczej. Każda na swój niedojrzały sposób pokochała. Jednak, zamiast na młodzieńczych uniesieniach, Iwaszkiewicz skupia się na tym co przetrwało po latach: pogoni za złudzeniami i utraconymi nadziejami. Poszukiwaniu straconego czasu.
Przyszedł, ale za późno, już to wszystko, co mogło na niego czekać, stało się popiołem.
I jeszcze jedno. Czytając „Panny z Wilka” miałam wciąż przed oczami Daniela Olbrychskiego w roli Wiktora Rubena. Widziałam adaptację dawno temu, ale magnetyczna kreacja młodego Olbrychskiego wciąż pozostaje w mej pamięci. I z pewnym rozczarowaniem odkryłam, że słynna scena kąpieli w rzece, od której zaczyna się film Wajdy nie ma swego odpowiednika w literackim pierwowzorze.
Może Cię również zainteresuje:
- „Faktoria jedwabiu” Tash Aw 21/02/2008
- „Miłość za kilka włosów” Mohammed Mrabet 07/08/2009
- „Złodziejka” Sarah Waters 06/12/2008
- „To, co zostaje” Glen Duncan 04/12/2008
- „Wampir z Ropraz” Jacques Chessex 08/02/2009
- „Extra Virgin” Annie Hawes 23/05/2008
- Tylko dla wielbicieli 16/09/2011










Musze przyznac, ze w kwestii Iwaszkiewicza mam wielkie braki – nie czytalam nic i nie widzialam zadnej filmowej adaptacji. Od dluzszego czasu chce siegnac po „Brzezine” i obejrzec film, czytalas albo ogladalas to moze?
Czytalas tez cos wiecej tego autora?
Widziałam „Brzezinę”, widziałam „Matkę Joannę od Aniołów” i oczywiście „Panny z Wilka”. Filmy średnio przemówiły do mojej wyobraźni, choć muszę przyznać, że „Brzezina” jest filmem niesamowicie malarskim, widać inspiracje Malczewskim niektóre ujęcia to wręcz ożywione obrazy. Zaskoczyło mnie, że „Panny z Wilka” tak dobrze się czyta i na pewno (prędzej lub później) przeczytam pozostałe opowiadania w zbiorze.
ksiązki nigdy-niestety- nie czytałam, natomiast film widziałam wielokrotnie. I zawsze działa sie wtedy dziwna rzecz-niby nic sie takiego nie działo, niby trochę nudno, ale nie mogłam sie oderwać. wspaniale oddana ta jakaś dusznośc, wrecz obezwładnienie, nie tylko upałem, ale cała atmosferą. Ehhh. Najlepiej zresztą oglądać to zimą- w lecie można dostać zapaści z przegrzania;)
Piękne stwierdzenie i wiesz co – faktycznie coś w tym jest. Ta „duszność” jest też wyczuwalna w opowiadaniu.