![]()
Tak, rumienię się ze wstydu (lub, stosując bardziej literackie porównanie: moje lico pokrywa się pąsem), ale… przeczytałam!! W końcu. Czemu dopiero teraz? Bo książkami zainteresowałam się stosunkowo późno (czyli w okolicach klasy maturalnej) i siłą rzeczy ominął mnie etap czytanie literatury dziecięcej. Ale Lepiej późno niż wcale, jak powiadają mądrzy ludzie;) A na „Anię z Zielonego Wzgórza” nigdy nie jest za późno.
Po czytelniczych przebojach z „Czarną linią” potrzebowałam czegoś kobiecego, lekkiego i prostego. I trafiłam w dziesiątkę. U Montgomery najbardziej urzekała mnie pochwała prostego życia i radość z drobiazgów, których na co dzień się nie dostrzega. Kosza ulubionych jabłek, słonecznego poranka czy sukienki z bufiastymi rękawami.
Może Cię również zainteresuje:
- „Maud z Wyspy Księcia Edwarda” Mollie Gillen 22/08/2009










chyba zazdroszczę;), że dopiero teraz…bo to wszystko było jeszcze przed…I jak, spłakałaś się, kiedy umierał Mateusz? ja dostawałam wręcz spazmów…A czytałaś może jej „Błękitny Zamek”? Bardzo polecam;)
Nie spłakałam się aczkolwiek oczy mi zwilgotniały :-) Wspaniała książka. Myślę, że sięgnę po inne pozycje Montgomery, bo te proste opowiastki wnoszą tyle ciepła. A „Błękitny zamek” dorzucam do listy: „must read”.
koniecznie! to o zamku, oczywiście…
ale nie podoba mi sie
nie czytałam tego nigdy i nie będe
omg zwalona ta książka!!!
Pingback: “Maud z Wyspy Księcia Edwarda” Mollie Gillen | Lekturki