Każdemu od czasu do czasu potrzeba odrobiny odmóżdżenia. Prawda? Potrzebowałam jakieś lekkiej i wciągającej książki na 6 godzinną podróż pociągiem i koleżanka z pracy poleciła mi „Czarną linię”. Zaczyna się obiecująco: słynny płetwonurek (czyżby ukłon w stronę „Wielkiego błękitu” Luca Bessona?) zostaje aresztowany pod zarzutem morderstwa na młodej Dunce. Był już wcześniej podejrzewany o dokonanie podobnych zbrodni. Zafascynowany jego postacią reporter (nawrócony ex – paparazzi) podstępem wkupia się w jego łaski, aby móc zgłębić anatomię zła.
Jest kilka niezłych wątków. Podobała mi się na przykład korespondencyjna gra między mordercą i dziennikarzem. Do pewnego momentu powieść wciąga i trzyma w napięciu. „Pewny moment” pojawia się mniej więcej w połowie, kiedy to akcja traci swą wartkość, a autor skupia się na odtwarzaniu z niezwykłym pietyzmem szczegółów makabrycznych zbrodni.
O Grangé z pewnością można powiedzieć jedno – ma chorą wyobraźnię. Co gorsze mam wrażenie, że epatowanie krwią i okrucieństwem mocno go bawi. „Czarna linia” jest w odbiorze dość toporna i nudnawa. Poza tym lektura pozostawiła we mnie spory niesmak. Cieszę się, że książka nie należy do mnie, bo nie chciałabym jej widzieć na półeczce. Odradzam kupno. Nie jest warta swej ceny.
3/6 – ocena na wyrost za niezłe momenty z pierwszej połowy.
![]()
Może Cię również zainteresuje:
- „Purpurowe rzeki” Jean-Christophe Grangé 23/01/2008
- „Człowiek z Petersburga” (aka „Człowiek z Sankt Petersburga”) Ken Follett 10/02/2008
- „Casino Royale” Ian Fleming 25/04/2008









