„Czarna linia” Jean-Christophe Grangé

Każdemu od czasu do czasu potrzeba odrobiny odmóżdżenia. Prawda? Potrzebowałam jakieś lekkiej i wciągającej książki na 6 godzinną podróż pociągiem i koleżanka z pracy poleciła mi „Czarną linię”. Zaczyna się obiecująco: słynny płetwonurek (czyżby ukłon w stronę „Wielkiego błękitu” Luca Bessona?) zostaje aresztowany pod zarzutem morderstwa na młodej Dunce. Był już wcześniej podejrzewany o dokonanie podobnych zbrodni. Zafascynowany jego postacią reporter (nawrócony ex – paparazzi) podstępem wkupia się w jego łaski, aby móc zgłębić anatomię zła.

Jest kilka niezłych wątków. Podobała mi się na przykład korespondencyjna gra między mordercą i dziennikarzem. Do pewnego momentu powieść wciąga i trzyma w napięciu. „Pewny moment” pojawia się mniej więcej w połowie, kiedy to akcja traci swą wartkość, a autor skupia się na odtwarzaniu z niezwykłym pietyzmem szczegółów makabrycznych zbrodni.

O Grangé z pewnością można powiedzieć jedno – ma chorą wyobraźnię. Co gorsze mam wrażenie, że epatowanie krwią i okrucieństwem mocno go bawi. „Czarna linia” jest w odbiorze dość toporna i nudnawa. Poza tym lektura pozostawiła we mnie spory niesmak. Cieszę się, że książka nie należy do mnie, bo nie chciałabym jej widzieć na półeczce. Odradzam kupno. Nie jest warta swej ceny.

3/6 – ocena na wyrost za niezłe momenty z pierwszej połowy.

czarna linia

Może Cię również zainteresuje:

Ten wpis został opublikowany w kategorii Czytadło, Europa, Lekturki, Sensacyjne i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>