Zamiast patetycznej wzniosłości i pięknomowy będzie brzydko i dosadnie, bo i brzydki i dosadny jest “Betonowy ogród”. Pieprzone ciary, nie ciarki, a właśnie ciary. Dwa słowa, a jakże znamienne dla mego odbioru debiutanckiej powieści Iana McEwana – pisarza, którego cenię wielce za nieco sentymentalną acz szalenie klimatyczną „Pokutę” oraz wyśmienite „Na plaży Chesil” i nie cenię zupełnie za irytujące „Przetrzymać tę miłość” oraz „Sobotę”, o której nigdy tu nie miałam okazji wspomnieć, bo i pisać za bardzo nie było o czym, jako że po jakiś 15 pierwszych stronach odechciało mi …
Przeczytaj całość »
Kontynuując mój mały rekonesans w łonie literatury francuskiej, po rozrywkowej „Małej handlarce prozą”, sięgnęłam po powieść zgoła odmienną, z ducha i ciała rzec by można. Wątłe ciałko „Rzeczy” nijak się bowiem ma do potężnej siły oddziaływania. Ta mini powieść, literacki debiut Georges Pereca, później znanego przede wszystkim jako autora kultowego tomiska pod znamiennym tytułem „Życie. Instrukcja obsługi”, powstała przed 45 laty, a jednak wciąż zaskakują świeżością formy i aktualnym przesłaniem. Wnikliwie obserwacje oraz płynące z nich wnioski Pereca nie zestarzały się bowiem ani o jotę, a gdyby nie dopisek w …
»»Chwilami okrutnie zabawna powieść Daniela Pennaca zupełnie niespodziewanie okazała się przyjemnym antidotum nie tylko na moją osobistą klęskę z Juliusiem Barnesem, ale i na nieciekawą pogodę/samopoczucie/nastrój itepe (niepotrzebne można wedle uznania skreślać).
Po „Małej handlarce prozą” nie spodziewałam się zupełnie niczego, inaczej mówiąc nie miałam sprecyzowanych oczekiwań i zapewne dlatego jej lektura okazała się przyjemnością samą w sobie. Tym milej jestem zaskoczona, bo Pennac to Francuz, a po francuską literaturę z reguły nie sięgam, a gdy już to czynię tak na wszelki wypadek zbyt wiele sobie po niej nie obiecuję. A …
Krążące po sieci (czy jak kto woli: po necie) zachwyty nad twórczością literacką Andrei Camilleriego są jak najbardziej zasadne i ja (raz jeszcze) przyłączę się do tego chórku wielbicieli, bo „Zapach nocy”, 6 tom cyklu z komisarzem Montalbano, podobał mi się bardzo, a lektura dostarczyła sporo uciechy w ten ciemny, zimny i brzydki styczniowy wieczór.
Kryminały Camilleriego to bardzo specyficzne twory. Być może „sympatyczne opowiastki” nie są najszczęśliwszym ich określeniem, bo bez trudu można wskazać sporo przygnębiających tematów, pomijając już nawet morderstwa i prowincjonalne machlojki, pyskówki i aferki, które stanowią niejako …
Być może ta notka będzie dziś jedyną produktywną rzeczą mego autorstwa. Pomijając utłuczenie trzech kotletów, w czym, nieskromnie powiem, jestem dobra, a nawet bardzo.
Choć pewnie nie aż tak dobra jak Jen Graham, chłodna matka Emmy, w gotowaniu. Opisy jej anielskiego placka, ciepłych bułeczek czy innych niebiańskich specjałów sztuki kulinarnej udatnie stymulowały pracę mych ślinianek we wrześniu 2007 roku. Sporo czasu musiało upłynąć zanim sięgnęłam po chronologicznie kolejną po „Hotelu Paradise” część trylogii Marthy Grimes – „Stację Cold Flat Junction”. Być może dlatego, że traktowałam ją w myślach jako literackiego pewniaka, …
Onegdaj robiłam porządek na regale z książkami i w oko wpadł mi „Flesz. Zbiorowy akt popświadomości” Hanny Samson. Dziwną tą powieść usiłowałam przeczytać w grudniu, ale grudzień nie był dobrym miesiącem na czytanie, słowa bezrefleksyjnie przepływały mi przez głowę, wchodziły i wychodziły, toteż z „Flesza”, nieelegancko mówiąc, nie zbyt wiele kumałam i dość szybko czytelniczą konsumpcję porzuciłam. Do czasu.
Czas nadszedł wczoraj. Wyobraźcie sobie bowiem, że nagle poczułam się w obowiązku coś tutaj (znaczy na blogu) napisać, a że czytanie „Stacji Cold Flat Junction” Marthy Grimes z powodów dla mnie niezrozumiałych …